– 39 –

Kolejne obrazki. Kiedy na nie patrzę, trudno uwierzyć jest, że mija dopiero właśnie tydzień. Kilka dni i taka różnica. Nie wiem, jak u w świecie szerokim, ale u mnie nie ma już właściwie nawet wspomnienia po śniegu i mrozie, który przed tygodniem pozwalał jeszcze na chodzenie po zamarzniętej rzece całym tłumom ludzi.

Tym razem wyzwaniem okazały się nie tylko lodowe wodospady, ale również dziki tłum, który, tak jak ja i A. postanowił przyjrzeć się bliżej temu dziwu natury. Nie było mowy o długim zastanawianiu się nad ujęciem, ani o kadrowaniu. Tylko szybkie pstrykanie, gdy tłum płynnie i nieustająco przemieszczał się we wszelkich możliwych kierunkach. O ile mnie, laikowi, fotografowanie na szybkiego, jeszcze ujdzie, o tyle A. pewnie miała ochotę połowę ludzi wysłać w kosmos… drugą połowę wysłałabym sama osobiście… nie za przeszkadzanie, a za głupotę. Jako, że o owej głupocie można by dużo i długo, więc ją pominę. Myślę, że została ona odchorowana przez właścicieli.

– 38 –

Okazuje się, że mam jeszcze styczniowe zaległości obrazkowe… o tej cudnej zimie z minionej niedzieli, aż boję się wspominać, nie mówiąc o pokazywaniu, bo nie będzie nikt chciał uwierzyć, że Perełka zamykała te chwile ledwie 5 dni temu! Ja sama mam problem z tą wiarą, ale, przecież trzymając w łapach Perełkę zafundowałam sobie takie przemrożenie łapek, że jeszcze dziś, na to wspomnienie, bolą mnie stawy. Jednak, ogarnęłam temat tego co na karcie pamięci się chowa, przerzuciłam w czeluści sieci, i pokażę to i owo, co sama widziałam. Sama jak sama, z Perełką na pewno, a i A. była zawsze pod ręką i służyła np. takim statywem, który Perełce bardzo pomagał, bo Perełka nie lubi ponad wszystko zdjęć nocnych i okropnie grymasi, a taki statyw nieco ją udobruchał, co wyglądało tak:

No i taki to był wieczór 21 stycznia 2018r.