– 117 –

Czasem dziwny splot niepozornych wydarzeń może prowadzić do nieoczekiwanych konkluzji. Niby wszystko jest od siebie wzajemnie niezależne, ale prowadzi człowieka na określona dróżkę. Powoli, kroczek po kroczku, wpycha na ścieżeczkę. Kiedy już jesteś na tej ścieżeczce, zaczyna Ci szeptać do ucha „kliknij”. Najpierw cichutko, tak cichutko, że właściwie tego nie słyszysz. Powoli szept staje się coraz bardziej wyraźny, tym wyraźniejszy im bardziej go ignorujesz. Ignorujesz go dalej, to przestaje być szeptem, aż w końcu niczym kanonada wali czaszkę od środka „Kliknij qrwa!”. Kliknęłam i co? Nic. Świat się nie zawalił, ani nie skończył, ziemia nie zadrżała. Zrobiło mi się po prostu bardziej przykro. Choć wydawało mi się, że mam już pewne sprawy daleko za sobą, oraz wydawało mi się, że nie może mi być już bardziej przykro. Otóż, teraz już wiem, że istotnie mam już pewne sprawy dawno za sobą, ale jednak, może mi być przykro. Jeszcze bardziej przykro niż kiedyś, bo wówczas mogłam schować się za żałością, rozgoryczeniem i setką innych słów, które miały udawać, że są w stanie opisać to co czuję. Nie były.

Dziś jest mi bardziej przykro, bo to przykrość na „sucho”, na „chłodno”. Bo już wiem, co wiem, i wiem, że to czego nie wiem – wiedzieć nie będę. Takie jest życie. Jest mi po prostu bardziej przykro, bo zapłaciłam wysoką cenę swoim własnym zdrowiem, za czyjąś niefrasobliwość. W pewnym zakresie to nadal boli, i boleć będzie zawsze. Coś, w końcu, we mnie umarło bezpowrotnie. Odeszło i zmieniło mnie bezpowrotnie. Czasem bardzo tęsknię do tamtej dziewczyny, która odeszła. Niestety nie mogę jej spotkać nawet na zdjęciach, bo wyszło, jak wyszło, zawsze stała z drugiej strony obiektywu. To jedno mi zostało z tamtego czasu, a szkoda. Widać jednak tak miało być. Jest jak jest.

Może  To i lepiej, bo gdyby mi przyszło patrzeć na siebie szczupłą teraz z perspektywy wielu kilogramów więcej – chyba by mnie trafiało jeszcze bardziej niż trafia obecnie, co doprawdy byłoby poziomem mistrzostwa we wkurzeniu na samą siebie…

 

Obecnie mogę przybierać tony melodramatyczne, graniczące z histerią, gdyż mam 3 egzaminy w przyszłym tygodniu i zdecydowanie za mało czasu aby się do nich przygotować 😦 . Proszę więc o wyrozumiałość dla treści oderwanych od przedziału „tu i teraz”. 😉

– 64 –

Żyję w niejakim niedoczasie, ale to przecież nic nowego. Tylko, że jakoś się przekłada na brak czasu na skrobanie w tym elektronicznym kajeciku. Zaległości robią się nie tylko literkowe, ale też obrazkowe. Może kiedyś uda się te ostatnie nadrobić, a jak nie to pewnie i tak będą nowe obrazki.

Ogólnie to nie dzieje się nic nadzwyczajnego, po za tym, że utonęłam w podręcznikach wszelkich różnych i w prezentacjach, i po prostu nie widać mnie pod sterta wydruków, kserówek i innych takich. Jeszcze jakiś czas to będzie mi zajmowało. Pożyjemy zobaczymy, bo na tę chwile, to tylko zaglądam do kalendarzyka i patrzę kiedy i z czym następny bardzo ważny termin. Przy okazji staram się nie popaść w panikę i histerię, bo ja tak lubię i miewam czasem. Ogólnie więc jest, jak jest i inaczej nie będzie.

Tymczasem ludzie mnie niepomiernie zaskakują, chociaż już od dawna mnie nie dziwią. Niby sprzeczność, a jednak nie. Zaskakują mnie tym, że odkrywają to co dla mnie bywa od dawna oczywistością. Uśmiecham się wówczas sama do siebie i tak sobie myślę ile we mnie jest takich jeszcze „ameryk” do odkrycia, które dla innych będą takim uśmiechem z przymrużeniem oka. W sumie to dobrze. Gdyby nic nie było mnie już w stanie zaskoczyć, czas byłoby aby zacząć się martwić, bo oznaczałoby to, że albo moje postrzeganie jest do cna cyniczne, albo, że coś innego jest nie do końca takie jak być powinno. Tym nie niemniej, skoro są to zaskoczenia pozytywne, to życzę ich sobie jak najwięcej. Wam tez takich pozytywnych, choć czasem zakręconych, zaskoczeń życzę i cierpliwości też do mojego braku czasu.