– 82 –

W tak zwanym międzyczasie, czyli w nielicznych osłabieniach, bo o przerwach byłoby niedorzecznością mówić, w naszej, miłościwie nam panującej na krańcu świata, porze deszczowej, staram się bywać tu i tam. Tak więc w poprzednią sobotę wybrałyśmy się z A. w zorganizowane chaszcze. A. nie szczególnie miała ochotę, ale się przekonała, niestety pogoda nas nie rozpieszczała. Efektem tej pogody zdaje się jest mój obecny stan zdrowia, czyli kiepskie samopoczucie, częściowy zanik fonii oraz mięśnio-bóle. Nic nadzwyczajnego kiedy przez 2 godziny masz na przemian prysznic, saunę i chłodzący nawiew, a wszystko to na otwartej przestrzeni. nie mniej jednak, siedzenie w domu kolejnego weekendy nie było do przyjęcia, gdyż po prostu potrzebowałam wyjścia w teren. Skoro go potrzebowałam, to teraz za to płacę. Niestety, różne takie domowe sposoby nie bardzo sobie radzą, gdyż radziły sobie już wcześniej, z nieco słabszą infekcją. No oczywiście, że przeziębiona udałam się w te mokre chaszcze. Niestety nadchodząca sobota zapowiada się nie inaczej. Znaczy zapowiada się również spacerowo, choć już na miejscu, bez wyjazdów i dojazdów, również zdaje się przeziębienie nie zdąży mi przejść, a co do pogody – to się okaże, acz nie ma zbyt optymistycznych zapowiedzi w tym temacie.

Kiedy o poranku, w radio, słyszałam o słońcu i ponad trzydziestostopniowych upałach, patrząc przez okno auta, to dostawałam drgawek i pełna byłam jakiegoś takiego niedowierzania, gdyż temperatura u nas, to raptem o poranku jakieś 17 stopni było, teraz może około 22, a do tego chmury, chmury i kolejne litry wody wylewające się z nieba. Więc jeśli ktoś potrzebuje nieco wilgoci, to zamienię się czasowo na miejsca przebywania, gdyż mam wrażenie, ze zaraz to po prostu u nas wszystko spleśnieje od tego nieprzemijającego mokradła.

No i tak na osłodę, z telefonu pochodzące, dwa obrazki z tamtego mokrego spaceru.

Takie tam sobie łany zboża

– 54 –

Zaległości obrazkowe chyba mi się powoli robią. Chwilami jest to po prostu brak czasu wynikający z obowiązków, a chwilami, po prostu każdy potrzebuje rozbić „nic”. Moje „nic” polega na trzymaniu się z dala od komputera, najlepiej na świeżym powietrzu, a jeszcze lepiej w ruchu. Żadne leżing i smażing w grę nie wchodzą.

Jakiś czas temu, z dnia na dzień, przyszła wiosna. Przyszła i się rozgościła, ale o rozgoszczeniu się na dobre, będzie następnym razem. Tymczasem Chyrowa i spacer do Źródła św. Jana z Dukli z ciekawostkami po drodze w postaci paralotniarzy i maluszka zaparkowanego na środku łąki pod brzozami.