– 84 –

Tak sobie siedzę, i tak sobie patrzę na mrugający kursor w edytorze tekstu. No i co ja mam tutaj napisać, skoro nie bardzo jest o czym pisać. Nie bez wpływu jest też to, że ostatnio zwiększyłam częstotliwość bywania na pogrzebach. Tak już kolejny rok i żadnej w tym trendzie przerwy w postaci wesela, czy chrzcin. Jutro pogrzeb brata babci.

Miał swoje lata i od kilku dodatkowo chorował na jedną z tych mało przyjemnych chorób, kiedy powoli zapomina się kim się jest, kim się było, kim są bliscy. W sumie, raz jeden choroba ta okazała się zbawienna, gdyż uwadze umkną fakt śmierci najmłodszej z córek.

Raptem, nie dalej, jak początkiem miesiąca byłam na pogrzebie ojca kolegi z pracy. Było to ledwie kilka dni po tym, jak odszedł również tato koleżanki z pracy. Nieco wcześniej, inne, znajome nazwiska na klepsydrach, a w tym i z naszych lat już również. Brat znajomej oraz innym „młody” człowiek, którego nazwisko nic mi nie mówiła, ale i A.S. i A.P. zastanawiały się, czy przypadkiem nie jest to ktoś znajmy, bo skoro z osiedla, to przynajmniej z widzenia…

Więc tego deszczowego lata mija mi melancholijnie dzień za dniem. Tak jakoś z dystansem i z wewnętrznym niemym krzykiem: co się dzieje! co się dzieje! Ludzie odchodzą, a ja rezerwuje bilet kosmicznie drogi na busa do stolicy, przeglądam ogłoszenia z ofertami samochodów i zastanawiam się czy wolę archaiczną podrasowaną audiczkę, czy może nieco bardziej niemrawą lagunkę, choć vektra jeszcze też jest w całkiem niezłym stanie. Jeden Francuz, jeden Niemiec i jeden sfrancużony Niemiec. Gdyby nie to, że przywykłam, pewnie deprymowałby mnie sposób rozmowy Panów, którzy orientują się, że samochód chce kupić kobieta. Uroki mieszkania na krańcu świata. Przerabiałam schemat już na większą skalę kupując mieszkanie, a przecież to nonsens jest zwracać uwagę na taką pierdołę, jak to czy kupującym jest kobieta, czy mężczyzna. Doprawdy, kobieta może mieszkać sama bez uszczerbku na swoim zdrowiu i ogarnąć samodzielnie rachunki, remonty i sąsiedzkie konotacje. Samochód tez może kupić sama, i nie musi być to mini autko, z maleńkim silniczkiem. Poza tym audi z silnikiem 1,8 raz, że jeszcze demonem mocy nie jest, dwa, że te silniki akurat były chyba jedne z mniej trafionych i takie tam bzdety… z resztą, poza porsche 911, chętnie nabyłabym takie jedno subaru impreza… bynajmniej z tych starszych, choćby takie

https://otomotopl-imagestmp.akamaized.net/images_otomotopl/881502507_2_1080x720_type-r-22b-kultowe-dwudrzwiowe-subaru-w-doskonalym-stanie-dodaj-zdjecia_rev001.jpg

czy ten przód nie jest genialnie zaprojektowany

https://otomotopl-imagestmp.akamaized.net/images_otomotopl/902523192_1_1080x720_gt-turbozadbanyokazja-nowe-miasto-lubawskie.jpg

 

Tak więc, to lato jest mocno popieprzone. Ludzie odchodzą, a ja siedzę i przeglądam ogłoszenia samochodów, których mój obecny budżet nie ogarnia, bo wiecie, kupić kultowy samochód i jeździć nim w gazie to po prostu jakaś żenada byłaby, więc jestem przyziemnie żenująca, zajmuję się czymś w zasadzie nieistotnym, mało znaczącym. Tracę czas, którego przecież nie wiem ile mi zostało. Nie wiem ile go zostało komukolwiek z osób, które znam, a ja zamiast je doceniać, zamykam się i siedzę wpatrzona w monitor, bo… nie wiem, nie umiem, wyjść zza jego zasłony. Tak tkwić tutaj jest po prostu łatwiej i prościej… i mniej boli, kiedy coś się dzieje.

– 30 –

Ludzie się boją. Często nawet nie wiedzą sami dokładnie czego, ale się boją. Wczoraj, przypadkiem, uderzyło mnie to jak bardzo powszechny jest strach. Może dopiero wczoraj, bo wcześniej po prostu się nad tym nie zastanawiałam. Nie żeby teraz nagle była we mnie potrzeba głębokich przemyśleń i studiowania tematu. Po prostu stwierdzenie takie mam.

Zatrzymałam się na chwilę w swoim pędzie i nawale obowiązków i potknęłam się o ten strach. Każdy ma swój. Jedni ukrywają go pod płaszczykiem nonszalancji, inni udają, że jest on im obcy. Każdy też dotyczy innej sprawy, innej sfery, innego przedmiotu. Też mam swoje lęki. Zmieniają się ze mną. Dorastają, jak i ja dorastam.

Jako dziecko bałam się wieczorów i nocy kiedy nasłuchiwałam, co się dzieje w sąsiednim pokoju, nigdy nie wiedząc co wieczór i noc przyniesie. Nakrywałam głowę poduszką i zastanawiałam się, czy wszystko jest porozkładane na właściwych miejscach, żeby było pod ręka.

Lata później bałam się, że coś mi się stanie i Młody przejdzie pod kuratelę OMD, a dla obu byłoby to niewyobrażalnym dramatem, choć dla Młodego bardziej, bo OMD do roli ojca dojrzał dopiero teraz, kiedy Młody z poziomu młodego mężczyzny powiedział mu w prost, że spierdzielił sprawę.

W między czasie bałam się, że P1 i P2 zostaną na mojej głowie, i że nie podołam. Długo czułam to jako swój bezwzględny obowiązek, aż zrozumiałam, że oni mają prawo do własnego życia, z którego do tego czasu nie korzystali. To co będzie moją powinnością, to pomóc im w nauce tego życia samodzielnego, a nie żeby przejąć rolę Matki Rodzicielki i wyręczać ich w życiu.

Gdzieś w te minione lata wkradł się strach przed samotnością. Jednak, kiedy przyszło do rzeczy, to okazało się, że większym wyzwaniem jest wpuszczenie do swojego poskładanego życia drugiej innej osoby, niż sam strach, który nagle skarlał, a samotność przestała przerażać i okazała się starą, dobrą znajomą.

Nie boję się Boga. Bóg jest miłosierny, wybaczający, litościwy, każdemu daje szansę. Nawet jeśli nas doświadcza, jeśli zadaje pokutę, ostatecznie zasady są jasne: niebo dla dobrych i nawróconych do dobrego, piekło dla złych. Każdy ma wybór, sam decyduje. Tu nie Boga się lękać należy, a zwyczajnie samego siebie i swoich wyborów, swoich decyzji, swojej wolnej woli.

Nie boję się ludzi. Co mogą mi zrobić, czego ja nie mogłabym zrobić im. Mamy takie same możliwości podejmowania działania i decyzji. Nie jestem ani lepsza od nich, ani gorsza. Jestem taka sama, jak oni. Wszyscy ludzie. W gruncie rzeczy – zwierzęta. Zasada jest prosta: przetrwa najsilniejszy.

Nie boję się maszyn. Wiem, że przyjdzie chwila kiedy uniezależnia się od człowieka, i powiedzmy sobie szczerze, ale „Terminator” okaże się filmem proroczym. Przetrwa silniejszy. Kto nim będzie? Nie wiem. Jednak skłaniam się, że maszyny, choćby przez czas jakiś.

Nie boję się wielkiej wojny. Niektórzy się jej boją. Liczą na to, że nie będzie miała miejsca. To płonne nadzieje są. Kwestią nie jest, czy będzie miała ona miejsce, raczej kiedy się zdarzy. Jak to mówią – kwestia czasu – nic więcej. Jaki ma sens strach przed nieuniknionym?

Dziś boje się jednego. Boję się, że nie zdążę zobaczyć tego wszystkiego co chciałabym, nie zdążę przeczytać, poznać, dowiedzieć się. Jest taki ogrom rzeczy do poznania, w którym jestem jak pyłek. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a życie jest takie krótkie i tyle z niego już zmarnowałam! No i trochę jeszcze boję się siebie. Tak dla zasady. Bo siebie zawsze warto się bać, bo nigdy nie znasz siebie tak dobrze, by przewidzieć własną reakcję. Tak długo, jeśli coś się nie stanie nie masz pewności jak się zachowasz, zawsze do tej chwili będzie to tylko domniemanie. Tylko przepuszczenie, coś co rzeczywistość zdemaskuje szybko i prosto odzierając każdego ze złudzeń co do własnej osoby.

Czym jest strach, a bardziej, czego się boimy? Boimy się rzeczy pewnych, które wiemy dokładnie jak będą wyglądać, a wygląd ten nam się nie podoba oraz i przede wszystkim, boimy się tego czego nie znamy, nie rozumiemy i wyobrażamy sobie w jakiś absurdalny sposób. Najbardziej jednak, nie wiem czy to kwestia czasów, czy gatunku ludzkiego, boimy się czasu. Jego nieubłaganego upływu. Boimy się czasu i tego co przyniesie, bo każdego z nas, bez względu na to kim jesteśmy, jacy jesteśmy, co robimy, czeka ten sam koniec. Nie ma wyjątku. Wobec śmierci jesteśmy równi, tylko każdy z nas ma swój własny czas na to ostatnie spotkanie. Tym jednym się różnimy.