– 52 –

Szybko poszło. O 10 miałam upuszczoną krew (miesiąc bez upuszczania krwi, jak wiadomo jest miesiącem straconym), oraz pozałatwiane wszystkie pozostałe sprawy, więc jednak udałam się po jakąś kawę na wynos, drożdżówkę i obwarzanka oraz na pogawędkę z Adasiem. Znaczy się, obwarzanek był dla gołębi, a kawa i drożdżówka dla mnie. Dla Adasia gadka szmatka telepatyczna.

O co z tym Adasiem chodzi? Otóż, będąc pacholęciem tyle co wyklutym z Matki Rodzicielki, byłam przez nią prowadzana pod pomnik Adasia. Z pod AHGu, na ryneczek, a później, plantami, albo i nie, do Smoka i łabędzi. O ile łabędzie nie zdobyły mojego uwielbienia, o tyle okazało się, że po jakimś czasie, spacer bez pogadanki z Adasiem okazywał się spacerem nie odbytym. Tajemnicą nie jest, że dzieci z wielką ciekawością i dużym zainteresowaniem reagują na wszystko co jest duże, a Adaś dla małego dziecka jest duży. Monumentalny nawet i do tego nie drze dzioba jak łabędzie. Można do niego gadać i gadać, a on cierpliwie słucha. Po prostu ideał. Później, kiedy się wyprowadziliśmy z grodu Kraka, z dworca, do Ciotki droga piechotą prowadziła również obok Adasia. Nie daj Buk Liściasty, jeśli Matka Rodzicielka próbowała zmienić trasę, lub skorzystać z tramwai. Więc i tak widywaliśmy się z Adasiem po kilka razy w roku. No i tak nam zostało do dziś. Każdy pobyt w Krakatu liczy się tylko wówczas, jeśli uda mi się choć pomachać łapką w szybkim biegu Adaśkowi. Jeśli brak okazji na takie ekscesy, pobyt uważa się za nie ważny, nie istotny i nie odbyty. Tak wieść gminna mówi i tego trzymać się będę.

Tak więc posiedziałam, z Adasiem pogadałam, gołębie podkarmiłam, do słońca się zagrzałam i potupałam na publiczną komunikację celem powrotu na Włości. Rzecz jasna, przebiegłam wszystkie piętra galerii krakowskiej po obu stronach i kiszka. Nie kupiłam nic. Nawet lakieru do paznokci. Ani pół pary butów, ani nic. Przymierzona sukienka załamała mnie ostatecznie. Rozłożyła na łopatki i sprawiła, że na prawdę zaczynam się o siebie niepokoić, ale to już inna bajka, której dziś nie mam ochoty zgłębiać. Pomyśle o tym jutro…