– 90 –

Na prawdę już wrzesień? Kiedy mi to lato uciekło? Kolejne, na które było wiele planów, a które czas zweryfikował. Czas i pogoda. Ten deszcz przez pół czerwca i prawie cały lipiec był co najmniej mocno deprymujący.

Zaraz przyjdą chłody i jesienne deszcze, i słoty, i znowu nie było kiedy poleżeć na trawie, popatrzeć w niebo, nabrać zupełnie odmiennej perspektywy, założyć różowych okularów na kilka chwil wytchnienia. Może w przyszłym roku jakoś łatwiej się to uda zrealizować, a może założenia będą inne.

Z perspektywy szkolnej, to bardzo się cieszę, że czas szkolnych wyprawek mam już za sobą. Żadnego biegania za podręcznikami, żadnego gimnastykowania się z tym, że już są zajęcia, a ciągle ni m tego, czy siamtego, albo jeszcze owego. Teraz z perspektywy czasu widzę dopiero, jak to wszystko było cholernie upierdliwe. Normalnie, jak wszystko w tym kraju, rozpizdrzone do granic możliwości. Nic nie może być proste i łatwe, za wszystkim trzeba się nabiegać, nalatać, odenerwować też się trzeba niewspółmiernie do złożoności zadania.

Kończy się lato, kończy się względny spokój, zbliża się jesienna bieganina i harmider w robocie. No i tak znowu do maja… czerwca… i na ten tegoroczny początek roku szkolnego, nieskromnie, życzę sobie w przyszłym roku, choć kilku dni wakacji w pięknym słońcu, albo w innych pięknych okolicznościach przyrody z daleka od myślenia o wszystkim na już, na wczoraj, na tydzień temu, po prostu z daleka od pracy.