– 131 –

Czasem najtrudniej zapanować jest nad echem przeszłości. Zwłaszcza w chwili, w której dostrzegasz to, że jakiś wzór powtarza się kolejny, i kolejny raz. Orientujesz się i nagle nie wiesz, czy bardziej jesteś wściekły na siebie, czy na los, bo nie wiesz, czy kolejny raz powtarzasz te same błędy, czy też los stwierdził, że… wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.

Tymczasem piękna pogoda za oknem, a ja… pod kołdrą, z kolejnym kubkiem ziołowego naparu z dużą ilością imbiru, a obok mnie zapas chusteczek i zestaw kropelek. Katarek i jak zazwyczaj, ból ucha do kompletu. W tym roku jakoś nieco wcześniej, bo już teraz, we wrześniu, więc strach się bać co będzie w październiku. Czy chorowanie „przed czasem” jest chorowaniem „na zapas” i przeziębienie omija człowieka w „przepisowym czasie”? Na to liczę, bo paskudnie nie lubię mieć kataru. Kto zresztą to lubi.

Tym czasem, jednak, oddalę się w poszukiwaniu witaminy C i sama nie wiem czego jeszcze, gdyż w kuchni czeka wiaderko winogron do ogarnięcia, na co wczoraj zdecydowanie brakło czasu.