– 116 –

Kolejny tydzień za nami. Po majowych deszczach przyszły czerwcowe upały. Razem z czerwcem przyszło kilka inny rzeczy. Efektem czego poprzedni tydzień był jakimś kosmosem, do którego co chwile ktoś wrzucał albo supernową , albo od razu czarną dziurę. Bo czemu nie. Nie wszystko przebiegło zgodnie z planem, ale też nie wszystko było zaplanowane.Tym co się udało, co bardzo mnie zadziwiło, to moje opanowanie. Żadnej histerii, żadnej paniki. Pełna świadomość,  że siebie nie przeskoczę.

Z innej pary kaloszy. Pisałam o aplikacjach do pracy. To teraz może słowo o rozmowie kwalifikacyjnej.

1. Komisja zawsze ma pytania, które będziesz uważał, że są od czapy.

2. Komisja faktycznie ma pytania od czapy, bo zawsze jest jakiś „szef” lub inna persona, która wie lepiej i będzie pytania zadawać od czapy. Moim hitem życiowym, czyli pytaniem które mnie zbiło z tropu, jest pytanie „Z czego składa się Bilans?”. Wszystko dobrze byłoby gdyby nie szkopuł w postaci rozumienia tego terminu przez zadającego pytanie. Pan miał na myśli zdecydowanie Sprawozdanie roczne w skład którego wchodzi: rachunek zysków i strat (czyli rachunek wyników), bilans oraz zestawienie zmian w kapitale i rachunek przepływów pieniężnych. W czym tkwi więc sedno? Dla mnie bilans to zestawienie aktywów i pasywów, a dla Pana to sprawozdanie roczne. Dwie różne rzeczy. – Pamiętać warto na rozmowie, że może okazać się, że nie będzie doskwierał ci brak wiedzy, ale twój interlokutor będzie się posługiwał odmienną terminologią. Być może wynikającą z brak wiedzy, być może wynikającą z mowy potocznej lub z żargonu branżowego.

3. Im mniej pewnie czuje się komisja, tym bardziej sformalizowanego języka będzie używać w pytaniach.

4. Im pytania bardziej pokręcone tym większe prawdopodobieństwo, że są obliczone na to abyś sobie z nimi nie poradził, bo już jest kandydat, który ma wygrać gdzieś z boku i najprawdopodobniej nie jesteś to Ty.

5. Błąd kardynalny ze strony komisji to pytania typu: proszę podać propozycję usprawnień i rozwiązań… jeśli nie jesteś już pracownikiem tej firmy, nie masz szans na dobrą odpowiedź na to pytanie – nie wiesz co jest w środku, nie możesz zaproponować dobrych i kreatywnych rozwiązań bez oceny stanu faktycznego – prawdopodobnie mają kogoś ze „swoich”. Kogoś kto wie jak jest i wie co powiedzieć.

6. Błąd kardynalny rekruta – udawanie osoby, którą się nie jest. To widać, czy jesteś sobą, czy nie, czy odpowiadasz z sensem, czy nie. Jeśli nie wiesz nic w danym temacie (nie znasz odpowiedzi na dane pytanie) – powiedz to i nie marnuj swojego czasu oraz czasu komisji. Opowiadanie głupot, żeby tylko coś powiedzieć, nie świadczy o Tobie poważnie.

7. Strój. Ja rozumiem, że np. obecnie jest 30 stopni na plusie, ale przepraszam bardzo, bluzeczka bokserka i spodnie alladynki – no halo? Czy Pani do baru na plaży startuje, czy może na osobę do wyprowadzania psów Pani magister? Pan, Panie Magistrze może przypomni sobie do czego służy żelazko! Koszula wytargana z portek i pokroju jakby wytargana została z bydlęcego gardła na siłę – doprawdy jest kiepską wizytówką. Bez względu na to, czy jest to stanowisko pracy w biurze, w biedronce na kasie, czy jeszcze inne – pewne formy powinny zostać zachowane. O zgrozo – mają z tym większy problem magistrzy niż osoby z wykształceniem średnim. Co świadczy o tym, że obecnie dyplom magistra to po prostu kolejny papierek… nic ponad to… bez zobowiązania do pewnego poziomu kultury.  Klapeczki i japoneczki pominę milczeniem.

8. Papierosy – jeśli palisz, zapal po rozmowach – nigdy przed, a najlepiej rzuć to cholerstwo. Jeśli w komisji są osoby nie palące – zdecydowanie będą na nie. Jeśli będzie osoba niepaląca z wiedzą zbliżoną do Twojej, choć nieco niższą – to ona wygra. Łatwiej jest uzupełnić wiedzę, niż rzucić palenie…

To tyle na dzisiaj. Wracam do kołowrotka, zanim siła odśrodkowa mnie nie wyrzuci gdzieś w kosmiczną przestrzeń… choć wolałabym jakieś góry rumuńskie, a może morze lub przynajmniej jakieś jeziorko… 😉

 

– 114 –

Wczoraj ktoś bardzo namiętnie i intensywnie przeglądał to miejsce. Trzydzieści odświeżeń w ciągu jednej godziny – doprawdy? Tak dokładnie zaglądać, oglądać i nie napisać chociażby pół zdania, czy się podoba, czy nie? Nawet jednego słówka, choćby zwykłego „cześć”? Eh, życie.

Z innej pary kaloszy, bo u nas to tylko w kaloszach chodzić da się. Pada i pada, i zimno ogólnie jest, chociaż dzisiaj akurat pół dnia ciepło było i nawet przestało padać… tak na pół dnia. Oczywiście na to pół dnia kiedy człowiek był w pracy. Kidy z niej wyszedł, okazało się, że… tadam, wszystko w normie i zupełnie po staremu, czyli pada deszcz.

W kolejnej parze kaloszy mam dziurę rekrutacyjną. Doprawdy to jak ludzie przygotowują swoje dokumenty do przedstawienie przyszłemu potencjalnemu pracodawcy jest zaskakujące w dobie internetu i miliona poradników. Cóż, chyba właściwie w tym milionie poradników problem jest największy. Grzechy główne:

  1. Wyróżnij się – o ludzie, wymyślne szablony do listów motywacyjnych oraz do CV. Kolorowe, piękne i cholernie nie praktyczne, dobrze kiedy zawierają jakiś numer telefonu lub adres e-mail, bo o adresie tradycyjnym pocztowym, to można zapomnieć, ale mistrzostwo świata osiągają te cudaki, które mają piękne tabele i ogólnie są niesamowite, tylko nie mają danych kontaktowych (jakichkolwiek!!!).
  2. Fotografia – doprawdy – nie jest obowiązkowym elementem CV (chyba, że ktoś sobie tego życzy wyraźnie), ale jeśli już ją dajesz, to niech będzie dobrana do miejsca, które być może będzie Twoim nowym miejscem pracy. Polary, rozczochrańce oraz zdjęcia wykadrowane ze zdjęć dokumentujących czas wolny lub selfiaczki i dziubeczki – nie do pracy u nas – to nie agencja towarzyska, czy choćby inna reklamowa. Twój dekolt mnie nie interesuje, właściwie interesuje mnie, czy umiesz posługiwać się arkuszem kalkulacyjnym.
  3. Długość CV – doprawdy im dłuższe tym gorsze!!! Jeżeli ktoś myśli, że pisząc wszystko (niemal trzy pokolenia wstecz), osiągnie cel inny niż moje zniechęcenie, jest w głębokim błędzie. Mając 100 podań, niech każde CV ma po 4 strony… słabo mi się robi od myślenia ile to zajęłoby czasu. Popatrzę na dwie rzeczy – czy wykształcenie jest zgodne z oczekiwaniami oraz ile miejsc pracy zaliczyłeś człowieku – kursy i szkolenia mam gdzieś (no, może poza tymi świadczącymi o umiejętności posługiwania się pakietem arkuszem kalkulacyjnym, bo czy edytor tekstu nie jest ci obcy już widzę – zazwyczaj jest obcy i to mocno – poćwicz, komputer dzisiaj to podstawa w pracy biurowej), bo i tak wszystkiego będę musiała Ciebie nauczyć.
  4. Nadmiar papierów – nie dorzucaj mi kserówek/ skanów o które nie proszę w ogłoszeniu – dostarcz mi to o co proszę i ani pół papierka więcej – czas, czas i moje oczy są dla mnie cenne i ważne. Przeglądanie i wybieranie tego co ważne z często pokaźnych i grubaśnych plików – katorga!!!
  5. Samo CV – jeśli piszę w ogłoszeniu jakich dokumentów oczekuję, że proszę chociażby o list motywacyjny to go też dołącz (właściwie mam gdzieś co w nim napiszesz – chodzi mi o to jak go sformatujesz, i czy treść będzie poprawna gramatycznie – czyli czy będziesz umiała/ umiał napisać pismo, z którego nie będzie się śmiała połowa województwa), jeśli oczekuję zgody na przetwarzanie danych, to mi ją daj, bo bez niej – sorry – najczęściej od razu niszczarka, bo… RODO!!!

To tyle na tę chwilę. Bynajmniej grzechów jest zdecydowanie więcej, ale na dziś starczy. Być może będę mieć pretekst do szybszej notatki kolejnej, jeśli niewymienione grzechy podniosą mi ciśnienie i zmotywują do napisania kilku kolejnych uwag. Tyle mojego, że sobie tutaj „uleję”, bo gdzież indziej miałabym jeszcze sobie upuścić pary z uszu, jak nie tutaj.