– 46 –

Święta, święta i już po świętach. Oczywiście pogoda zrobiła się dopiero dzisiaj, kiedy czas było wrócić do pracy i zająć swoje miejsce w kołowrotku. Kilka dni wolnego uświadomiły mi jak bardzo jestem zmęczona. Ostatnie trzy minione lata bez dłuższego wypoczynku, z dodatkowymi zajęciami, sprawiły, że po prostu ryje nosem ziemię. Niestety zrozumiałam też, że brak jakiegokolwiek zajęcia i nadmiar czasu również by się nie sprawdziły. Zdecydowanie wolę być zmęczona niż zdołowana, a nadmiar czasu w moim przypadku mógłby prowadzić jednak do tego drugiego.

Dwa wolne przedświąteczne dni sprawiły, że na mieście minęłam wile znajomych twarzy. Postarzeliśmy się jakoś ostatnio i niemal niepostrzeżenie. W pędzie codzienności weszliśmy w wiek średni. Przystojniakom z ogólniaka przerzedziły się fryzury, urosły brzuszki, ale księżniczek czas też nie ominął. Zdecydowanie najlepiej obecnie wypada klasa przeciętniaków. Kiedy szkolne, czy podwórkowe, gwiazdy z latami traciły swój blask, my sobie żyliśmy i byliśmy obok, a nie mając co tracić, nie trudziliśmy się w łapaniu tego czego nigdy nie mieliśmy. Patrzyliśmy, jak rosną nam dzieci, jak budują się nasze domy, jak dzień po dniu, płynie czas kiedy nie zatracamy się w dzikim pędzie by być „naj”.

Pierwszy raz z bliska miałam okazje pooglądać efekty chirurgi plastycznej. Naciągniętą do granic możliwości skórę twarzy i odęte usta. Zdecydowanie mniej drastycznie wygląda to w TV i na okładkach czasopism niż w realu. To kiedyś, dwadzieścia lat temu była bardzo ładna dziewczyna, dziś jest karykaturą siebie w cudownych, skórzanych szpilkach oraz w przyciasnym w biuście płaszczyku. Biust zawsze miała krągły i pełny, pół osiedla jej go zazdrościło, to dziewczęce pół. Drugie pół szukało okazji do pomacania tego cudu natury.

Spotkałam też naszego osiedlowego przystojniaka. Brzuszek, „kapucynek” na czubku głowy, przygarbione plecy. Niewiele zostało z tego ciacha ze szkolnej drużyny siatkarskiej. Nawet spojrzenie jakieś takie puste.

Nie, nie jestem lepsza od nich. Mnie też dopadł czas. Bo czemu by miał mnie oszczędzać. Kilka dodatkowych kilogramów, które na razie jeszcze wzrost rozprasza, całkiem sporo siwizny, prawie garb od 20 lat wiszenia nad klawiaturą. Oczy pominę, gdyż zdaje się jak dalej będę je tak nadwyrężać, to całkiem przestaną ze mną współpracować. Zastąpię puste spojrzenia mijanych ludzi w średnim wieku, na spojrzenie niewidzące bez okularów typu „denka od butelek”.

Co nam zostało? Myślę, że w każdym z nas jest cząstka tamtych nastolatków sprzed wielu lat. Myślę, że ona z nami zostanie już na zawsze, bo jest częścią natury. Czasem po prostu jest bardzo głęboko schowana, czasem bardzo mocno przytłacza, czasem – czasem, to czasem u każdego wygląda po prostu zupełnie inaczej. Prowadzi do różnych działań, różnych zachowań. Czasem zamiast walczyć z tą częścią siebie, zamiast próbować ją zatrzymać lub dogonić, może warto byłoby się z nią pogodzić?