– 90 –

Na prawdę już wrzesień? Kiedy mi to lato uciekło? Kolejne, na które było wiele planów, a które czas zweryfikował. Czas i pogoda. Ten deszcz przez pół czerwca i prawie cały lipiec był co najmniej mocno deprymujący.

Zaraz przyjdą chłody i jesienne deszcze, i słoty, i znowu nie było kiedy poleżeć na trawie, popatrzeć w niebo, nabrać zupełnie odmiennej perspektywy, założyć różowych okularów na kilka chwil wytchnienia. Może w przyszłym roku jakoś łatwiej się to uda zrealizować, a może założenia będą inne.

Z perspektywy szkolnej, to bardzo się cieszę, że czas szkolnych wyprawek mam już za sobą. Żadnego biegania za podręcznikami, żadnego gimnastykowania się z tym, że już są zajęcia, a ciągle ni m tego, czy siamtego, albo jeszcze owego. Teraz z perspektywy czasu widzę dopiero, jak to wszystko było cholernie upierdliwe. Normalnie, jak wszystko w tym kraju, rozpizdrzone do granic możliwości. Nic nie może być proste i łatwe, za wszystkim trzeba się nabiegać, nalatać, odenerwować też się trzeba niewspółmiernie do złożoności zadania.

Kończy się lato, kończy się względny spokój, zbliża się jesienna bieganina i harmider w robocie. No i tak znowu do maja… czerwca… i na ten tegoroczny początek roku szkolnego, nieskromnie, życzę sobie w przyszłym roku, choć kilku dni wakacji w pięknym słońcu, albo w innych pięknych okolicznościach przyrody z daleka od myślenia o wszystkim na już, na wczoraj, na tydzień temu, po prostu z daleka od pracy.

– 76 –

Przesilenie letnie. Dziś mamy najdłuższy dzień w roku i najkrótszą noc. Noc magiczną, choć wielu zamiast z niej czerpać, traci energię na to by toczyć dysputy o to jaka jest jej właściwie nazwa i z jakich tradycji wyrosła. Nie w tym rzecz jednak być powinna.

Zawsze, ale to zawsze, dni przesilenia były ważne, nawet w czasach przedchrześcijańskich, które zaadaptowały wcześniejsze święta na swoje potrzeby, czasem o dzień lub dwa przesuwając, czasem zmieniając nazwę, ale pozostawiając dzień świętowania w dniu tradycyjnym, bo to łatwe było, i też łatwiej tak było zakorzenić nową kulturę, nową religię w starych przyzwyczajeniach i nawykach. Tworząc z pogańskiego  święta przesilenia letniego święto świętego Jana – noc świętojańską, a właściwie w jego wigilię, przy czym, raptem kilka dni po przesileniu.

Bez względu jednak na to, czy zaczniemy się sprzeczać, że to sobótki, noc kupały, noc świętojańska, kupalinki, czy jeszcze inna nazwę regionalna wynajdziemy i zaczniemy rozkładać ją na czynniki pierwsze, nie będzie to niczym więcej jak dywagacją. Jedno jest pewne, chodzi o święto które ma być pochwałą życia. Nigdy nie dowiemy się jak świętowali je pierwotni Słowianie, nie dowiemy się jak świętowano tę noc 200 lat temu – wszystko to będą domysły, dywagacje, wyobrażenia, ale wiemy, że była ona świętowana hucznie i radośnie. Była świętem wchodzenia w dorosłość. Tyle wiemy, więc korzystajmy, bawmy się, łapmy energię najdłuższego dnia w roku, bądźmy pełni radości, na najkrótsza noc w roku. Plećmy wianki, puszczajmy je na wodę, palmy ogniska.

Bo w gruncie rzeczy sobótka, to nazwa dużego ogniska, a ogień zawsze był symbolem życia, palony był dla życia, i za życie. Zawsze miał duże i magiczne znaczenie, więc, nawet jeśli nie mamy możliwości rozpalić dużego ognia, to może chociaż wieczorem posłuchajmy dobrej muzyki, napijmy się kieliszek dobrego trunku i zapalmy świecę, czy inny ognik dla oświetlenia drogi dla naszej życiowej pomyślności i niech wniesie on choć odrobinę swojego światła, radości i żywotności w naszą codzienność.