– 34 –

Zimno. Zdecydowanie mrozi. Nie mam nic przeciwko, byleby zachowała się pogoda bezwietrzna, to nawet te -15 w porywach (na trasie) do -20 jest do przyjęcia. Byleby bez wiatru. Jakoś tak wiatru nie lubię ponad wszystko. Titaś mnie dziś pozytywnie zaskoczył. Jak nic pół litra fioletowego należy mu się w bonusie. Obiecałam, to dostanie i dotankowanie pod korek. Jak szaleć, to szaleć. Nawet oleum mu pewnie dorzucę nieco, bo kaloryczność sobie zrobił sam większą. Ja, na te mrozy, mam niepohamowany apetyt i zjadam wszystko co nie zwieje mi z talerza, a Tituś zdaje się nieco oleum podbiera. Dobrana z nas para. Nieco przechodzona, nadgryziona zębem czasu, ale co tam, nie jednemu sprostamy.

Problem mam tylko jeden, za to zasadniczy. Gdzie kupić to pół litra co je Titusiowi obiecałam? Dawniej w każdym sklepie sobie stało i za niewiele ponad piątaka było dostępne, a teraz? Nowomodne i wymyślne, a przy tym całkiem drogie, dodatki do paliwa można kupić, ale ja tam nie wiem, nie znam się, może się to i sprawdza w nowych samochodach, ale w Titasiu? Nic z tych rzeczy. Titaś proste autko jest i proste upodobania kulinarne ma. Nad wymyślne dodatki przedkłada pół litra. Na podwójnym gazie więc jeździ, acz z dwojga możliwości, żeby nie pisać, że z dwojga złego, to lepiej, że on, a nie ja.

No i tak się nam plecie ten poranek poniedziałkowy. Powietrze od mrozu skrzy się pięknie. Zamarznięte drobinki wody błyszczą i wirują niczym zloty, magiczny pył. Magiczna kraina lodu. Jest pięknie… byleby nie wiało.