– 143 –

Chciałam sobie pooglądać jakiegoś filmu kawałek, albo coś. Może serial, alb coś. Nawet cały mogłabym pooglądać. No i lipton. Nic mi nie chce się załadować, a jak już… to w obcojęzycznej wersji. No gdyby chociaż tak z napisami, ale nie, gdzieżby tam.

Nie mniej jednak, nie pozostaje mi nic innego, gdyż mam nieoczekiwane wolne wynikające z braku środka lokomocji. Mój aut zaniemógł w zakresie niejakiej serwy, która odpowiada za… hamulce. Oczywiście kosztowało mnie to już dzień urlopu, 350 PLNów już wydanych i kolejnych 500 PLNów być może z haczykiem. Moja radość jest wielka. Ogromna nawet, zważywszy, że święta idą… Tia, znaczy się, czas wdrożyć rękodzieło artystyczne w ramach prezentów.

Zdaje się, że również jutro mam wolne popołudnie od szkoły i od takich tam, bo zdaje się, że najszybciej auto mieć będę w piątkowe popołudnie. Czasem chyba taki nieplanowany „urlop” może się przydać. Czasem człowiek musi się zatrzymać i złapać oddech. Popatrzeć na to, czy tamto, z perspektywy innej niż codziennych bieg z przeszkodami. Więc skoro mam chwilkę czasu, to sobie plotkuję ze starym znajomym. Tak starym, że o Młodym wróble na wierzbie jeszcze nie ćwierkały, ani nawet o znajomości z ojcem Młodego. Plotujemy sobie o życiu i wspominamy. I tak sobie myślę, że mój syn ma tyle lat ile ma, w każdej chwili może założyć swoją rodzinę, a syn Starego Znajomego ma raptem tyle, że na start do przedszkola wystarcza… i czeka właśnie spokojnie na rodzeństwo, które pojawi się na świecie wiosną.

Tak mnie lekka melancholia łapać zaczęła i rozważania nad tym, że z jednej strony czuję się staro okropnie, a z drugiej… ludziom w moim wieku dzieci się rodzą… i to nie tylko Panowie zostają tatusiami… mamusie też się trafiają jeszcze i ciągle… a ja… ja powili oswajam myśl, że mogę zostać babcią. Najpewniej i tak mnie ten fakt zaskoczy, ale w końcu, to nie jest mój wybór, nie moja decyzja… co będzie – życie pokaże.