– 39 –

Kolejne obrazki. Kiedy na nie patrzę, trudno uwierzyć jest, że mija dopiero właśnie tydzień. Kilka dni i taka różnica. Nie wiem, jak u w świecie szerokim, ale u mnie nie ma już właściwie nawet wspomnienia po śniegu i mrozie, który przed tygodniem pozwalał jeszcze na chodzenie po zamarzniętej rzece całym tłumom ludzi.

Tym razem wyzwaniem okazały się nie tylko lodowe wodospady, ale również dziki tłum, który, tak jak ja i A. postanowił przyjrzeć się bliżej temu dziwu natury. Nie było mowy o długim zastanawianiu się nad ujęciem, ani o kadrowaniu. Tylko szybkie pstrykanie, gdy tłum płynnie i nieustająco przemieszczał się we wszelkich możliwych kierunkach. O ile mnie, laikowi, fotografowanie na szybkiego, jeszcze ujdzie, o tyle A. pewnie miała ochotę połowę ludzi wysłać w kosmos… drugą połowę wysłałabym sama osobiście… nie za przeszkadzanie, a za głupotę. Jako, że o owej głupocie można by dużo i długo, więc ją pominę. Myślę, że została ona odchorowana przez właścicieli.

– 34 –

Zimno. Zdecydowanie mrozi. Nie mam nic przeciwko, byleby zachowała się pogoda bezwietrzna, to nawet te -15 w porywach (na trasie) do -20 jest do przyjęcia. Byleby bez wiatru. Jakoś tak wiatru nie lubię ponad wszystko. Titaś mnie dziś pozytywnie zaskoczył. Jak nic pół litra fioletowego należy mu się w bonusie. Obiecałam, to dostanie i dotankowanie pod korek. Jak szaleć, to szaleć. Nawet oleum mu pewnie dorzucę nieco, bo kaloryczność sobie zrobił sam większą. Ja, na te mrozy, mam niepohamowany apetyt i zjadam wszystko co nie zwieje mi z talerza, a Tituś zdaje się nieco oleum podbiera. Dobrana z nas para. Nieco przechodzona, nadgryziona zębem czasu, ale co tam, nie jednemu sprostamy.

Problem mam tylko jeden, za to zasadniczy. Gdzie kupić to pół litra co je Titusiowi obiecałam? Dawniej w każdym sklepie sobie stało i za niewiele ponad piątaka było dostępne, a teraz? Nowomodne i wymyślne, a przy tym całkiem drogie, dodatki do paliwa można kupić, ale ja tam nie wiem, nie znam się, może się to i sprawdza w nowych samochodach, ale w Titasiu? Nic z tych rzeczy. Titaś proste autko jest i proste upodobania kulinarne ma. Nad wymyślne dodatki przedkłada pół litra. Na podwójnym gazie więc jeździ, acz z dwojga możliwości, żeby nie pisać, że z dwojga złego, to lepiej, że on, a nie ja.

No i tak się nam plecie ten poranek poniedziałkowy. Powietrze od mrozu skrzy się pięknie. Zamarznięte drobinki wody błyszczą i wirują niczym zloty, magiczny pył. Magiczna kraina lodu. Jest pięknie… byleby nie wiało.

– 25 –

Zima Panie Sierżancie. Śnieg, mróz, te sprawy. Nie marudzę, na zimę, ani na śnieg, ani na mróz. O tej porze roku należy się jak psu buda i pełna miska. Tyle, że zdaje się wczorajsze -20 jednak nie przysłużyło się akumulatorowi w taśtasiu. Chyba czas się porozglądać za nowym… a miałam chrapkę na taka jedną parę butów… Niestety w moim budżecie, w danym miesiącu, obowiązuje jedna zasada: albo rybki, albo akwarium – wszystko musi mieć swój czas i swoje miejsce.

Nie żebym na bosaka chodziła, ale jeszcze jedna para zupełnie nie byłaby przesadą. Zwłaszcza, że z wielka obawą przypatruję się kolejnej parze zimowego obuwia i coraz mocniej nabywam przekonania, że to już ostatnia ich zima, że więcej nie będzie możliwości w nich chodzenia. Nie jest łatwo je zastąpić, gdyż zdaje się, że jednak producenci obuwia są albo zafiksowani na modzie, albo produkują obuwie pseudo-ortopedyczne. Jednak o tym to już tyle razy pisałam, że zwyczajnie, kolejny raz, moja klawiatura tego już by nie zniosła.

Tak więc zajmę się czymś konstruktywnym, co leży i „łypie” na mnie wszystkimi papierowymi oczyma oraz w żaden sposób nie chce się samo ogarnąć.

P.S. Prognozy pogody są zachęcające – ma być nieco cieplej, choć poniżej zera i ma padać śnieg. Oby, oby, oby!