– 108 –

Koszmarna noc za mną. Poza tym, że zwyczajnie miałam problemy ze snem i praktycznie całą noc mam nie przespaną, to nic więcej się nie stało. Czasem się trafia taka bezsenna noc. Ta miniona to chyba dla równowagi, po sobotnio-niedzielnej nad wyraz dobrze odespanej. Tak więc z lekka doskwiera mi ból głowy, oraz pieczenie oczu. Da się przeżyć.

Z innego pola, a przynajmniej z innej grządki. Młody zdaje się strzelił sobie w kolano. W sensie swojego hobby. Bywa nadgorliwy, bywa głośny, a im wyższy poziom chaosu, głośności i dramatyzmu w jego wypowiedziach tym większa pewność, że coś jest nie tak. Zapomniałam prawie o tym, i nie zatrzymałam go w jego szalonym pędzie, a do tego wzięłam w nim udział. Moje własne dziecko wmanewrowało mnie w niezręczną sytuację, gdzie dwie strony okazały się mocno zaskoczone, choć każda w innym nieco obszarze zaskoczenia. Tym samym, chyba sam sobie dopomógł wymiksować się ze spraw na których mu zależy.

Zapomniałam na chwilę o tym jego talencie do wyolbrzymiania i koloryzowania oraz ubarwiania. Z drugiej strony, jeśli faktycznie przez to zamieszanie straci, to niestety, ale ma nauczkę, że przedobrzył oraz przypomnienie, że knowania i intrygi to nie jest jego bajka i nie ma do tego talentu, bo go zwyczajnie nie ma i już. Niestety, dla niego, pech chce, że akurat intryganctwo nie jest cechą którą mogliby się poszczycić antenaci po którejkolwiek ze stron. Wiele innych cech i owszem, występuje, a taki upór to całkiem licznie i po wielokroć oraz w hurcie jest dostępny, ale manipulatorstwem nikt się nie szczyci. Fantazji zdaje się również nie brakować. No cóż, trudno – mleko się rozlało. Czas dla niego przejść na kolejny lewel życiowy i ogarnąć swoje emocje, oraz konsekwencje swojego „kwiecistego” przedstawiania rzeczywistości.

Natomiast ja, powinnam się nauczyć, jak odcinać się od jego fantazji i jak postawić granicę, na nowo, być może w nowym  miejscu, aby nie dawać wciągać się w jego próby manipulatorskie. Pomagać owszem, ale nie brać udziału w próbach kreowania nowego wymiaru rzeczywistości.

– 20 –

Hej kolęda, kolęda.

Jak co roku, i teraz, na Włościach był przyjęty Ksiądz „po kolędzie”. Tradycja tego wymaga, a w tym domu rządzi Matka Rodzicielka. W Wersalu, tymczasem, zignorowałam już 4 z kolei wizytę duszpasterską. To tak dla równowagi. Tym czasem wracając do owej wizyty na Włościach. Otóż, nie było mnie.

Pierwszy raz od lat wielu, acz nie wynikało to z mojego jakiejś szczególnej niechęci, a z konieczności bycia w rzeczonym czasie, kilka kilometrów dalej i pochylania się nad szkłem laboratoryjnym, którego nazwy namiętnie mylę, w pisowni i nie tylko, acz to nie istotne jest dla sprawy.

Tak więc, Duszpasterz młody, wyważony i z poczuciem humoru oraz z zacięciem do śpiewania, skądinąd całkiem do posługi się nadający, był moją nieobecnością zawiedziony i niepocieszony. Nie mniej, choć mnie nie było, dostałam obrazek święty. Nie powie, gustowna Matka Boska z Dzieciątkiem na ręku, na białym tle. Doprawdy bardzo wyważony kolorystycznie, bez przesadyzmu, który tym kawałkom nadrukowanego kartonu często towarzyszy. To by było jednak na tyle jego wyważenia, gdyż rewers przyprawił mnie co najmniej o zdziwienie, gdyż zawierał ni mniej, ni więcej, jak tekst zatytułowany „Modlitwa żony za męża”. Bardzo, że tak to ujmę sugestywny, gdyż albo Duszpasterz nie doczytał, że Kuria sama dawno temu mnie zwolniła ze ślubów małżeńskich uznając je za niezawarte, całkiem z resztą nie wiele czasu po tym, jak za niebyłe moje małżeństwo uznał Sąd Okręgowy, lub też zwyczajnie zapomniał co czytał przed posługą. Tak więc cóż, nie bardzo wiem, czy czytając tę modlitwę, modlę się za byłego, czy o przyszłego potencjalnego, gdyż owa modlitwa zdecydowanie jest w czasie teraźniejszym. Z drugiej strony, zważywszy na zasady programowania neurolingwistycznego, modnego bardzo jakiś czas temu, oraz na zasady kreacjonizmu, gdzie jednym z elementów dążenia do celu jest uzyskanie przekonania, że cel już jest w naszym posiadaniu… takie tam czary mary… mniejsza ze szczegółami, nie wiem czy powinnam ją czytać więcej niż ten raz, jaki mam już za sobą, gdyż zdecydowanie, formalizacja czegokolwiek jakoś jawi mi się obecnie (i nie tylko) mało zachęcająco. Zdecydowanie nie jest moim marzeniem. Białą sukienkę to już miałam, więc nie mam parcia „na szkło” w tym temacie. Pominę drobny szczegół obecnego braku kandydatów, to w sumie, jest mi dobrze jak jest. Po co zmieniać coś co jest dobre?

Żeby jednak nie było, to sama modlitwa bardzo mnie urzekła doborem słów, oraz rolą jaką przypisuje kobiecie. Nie będę na niej jednak „psów wieszać” gdyż byłoby to niesprawiedliwe – przecież nie wiem jak brzmią słowa modlitwy Męża za żonę – być może są one równoważne do modlitwy jaką ja otrzymałam. Więc aspekt równouprawnienia pozostawię bez komentarza, ale reszta – normalnie – majstersztyk słowny. Poniżej cytuję – więc każdy czyta wedle własnego uznania.

„Dziękuję Ci Panie, za mojego męża. Za jego miłość, za dobro, które mi daje. Za to, że dzięki sakramentowi małżeństwa możemy tworzyć „jedno ciało”. Zawierzam Ci, Boże, wszystkie jego myśli, gesty, słowa, decyzje, relacje z innymi ludźmi. Oddaję także to, co w nim trudno mi pokochać, co mnie irytuje lub boli.

Uświęcaj, Boże, naszą miłość. Proszę o wierność dla niego i dla mnie. Proszę o bliskość, która wyraża i umacnia miłość. Pomóż nam, byśmy się zawsze dobrze rozumieli, potrafili pokonać trudności, gasić konflikty i przebaczać sobie.

Chroń go, Panie, od zła, daj mu silną wiarę i świętość. Błogosław jego pracy. Spraw, aby dzięki mnie mógł stawać się lepszym mężem i ojcem. Chcę jego szczęścia. Kocham go.”

… doprawdy, modlitwa idealna dla samotnej kobiety w moim wieku… doprawdy, żyć i nie umierać.