– 100 –

hm… 100 wpis. Niby dużo, a mało jednocześnie. Dużo, bo jednak nie spodziewałam się wytrwania w tym miejscu tyle czasu, a mało, bo cóż to jest 100 wpisów do kilku ich tysięcy na poprzednim miejscu doczesnym?Cóż, to co było się nie wróci. Należy iść  na przód, bo zatrzymanie w miejscu też zazwyczaj bywa tylko pozorne.

Przekornie więc, jako potwierdzenie, że nic nie jest wiecznie, i nic nie jest raz na zawsze, i nic nie jest pewne i niezmienne, obrazki z kolejnej wsi, której nie ma. Tym razem Jasiel. Tuż przy granicy słowackiej, gdzie wspólnie żyli i mieszkali Łemkowie, Polacy i nie tylko, gdzie mieszało się wyznanie greko-katolickie z rzymsko-katolickim, ale też prawdopodobnie i uniccy mieszkańcy w Jasielu odnaleźli swoje miejsce na ziemi.  Odwiedziłyśmy to miejsce z A. w miniony poniedziałek. Krzyże na obrazkach, bo na części tych postumentów zdaje się też wspomnienia po kulach (był to teren objęty walkami, na granicy to nic nadzwyczajnego zdaje się), więc za wolność naszą i wszystkich, bo wszyscy mamy do niej prawo, tak jak mamy prawo do wolności wyznania i myśli oraz przekonań.  Krzyże, bo tej jeszcze „prawie” tydzień zaduszny był, więc wspomnienie tych wszystkich, którzy odeszli, a których domy kiedyś stały w tej pięknej okolicy. Tak więc nasz dodatkowy wolny dzień, pozaplanowy, 12 listopada 2018 miał wiele z zadumy i nostalgii.