– 59 –

Balony – 01 maja 2018 – dzień, a właściwie poranek, drugi. Pominę sobie więc opowiastki, skoro to już drugi poranek, bo i o czym można myśleć, skoro znowu budzik dzwonił w środku nocy, czyli dobrze przed piątą rano. Czułam, że Smoki drugiego dnia nie będą już tak skore aby fundować mi pobudkę. Atrakcje wyrywania z łóżek należne są również innym mieszkańcom okolicy, nie mam na nie monopolu, choć niewątpliwie czuję się zaszczycona, że to ode mnie zdecydowali się zacząć pobudki.

Odprawa dodatkowa, wiatr okazał się zbyt silny, konieczna aktualizacja miejsca i planów. Zamiana startu wspólnego, na start wolny rozproszony.

Nim słońce wzejdzie na dobre.

… leżę sobie … i co z tego 😉

Czy oby na pewno wszystko się tu zgadza? Ile Smoków jest na prawdę na zdjęciu?

Przypomnę tylko na koniec jeszcze, że „żółtko” na pierwszym planie niesie ze sobą dziewczyńską załogę…

– 58 –

Balony – 30 kwietnia 2018 – dzień, a właściwie poranek, pierwszy. Miałam szczerą ochotę, po tym jak Młody przed godziną 4 rano, odwrócić się na drugi bok, zakryć głowę kołdrą, i pogrążyć się w krainie Morfeusza na kilka kolejnych godzin jeszcze. Prawie nawet ten plan udało mi się zrealizować, ale jak wiadomo prawie robi również różnicę. Skoro ja nie chciałam wyjechać do balonów, one przyleciały do mnie. Kiedy śpisz, a nad głową nagle słyszysz bardzo charakterystyczne „pppuuuuffff” nagle zrywasz się na nogi, stajesz na baczność i chwalisz sobie to, że portki od dresu wieczorem położyłeś na fotelu… nie wiem czy bardziej z lenistwa, czy… na wszelki wypadek, gdyż po około 15 lata corocznego wstawiania dzikim, bladym świtem, nabrałeś pewnych odruchów bezwarunkowych… czyli dres pod ręką, na fotelu, buty pierwsze przy drzwiach. Minimalizacja czasu. balony nie poczekają, odpłyną dalej w sobie tylko znanym kierunku… No dobrze, w kierunku znanym pilotowi i załodze oraz tym, którzy mają dostęp do informacji o prądach powietrznych (kierunkach w które wieje wiatr na różnych wysokościach).

Do rzeczy jednak. Skoro balony przyleciały do mnie, to wojskowym trybem alarmowym złapałam co się dało na siebie i aparat, i wybiegłam przed Włości, i popędziłam za szumem… gdyż okazało się, że ledwie rzut kamieniem od Włości rozłożona jest jedna z konkurencji w tegorocznych zawodach.

W brew przekonaniu, ten sport też uprawiają kobiety. Załoga „Nifares” to dwie młode dziewczyny, które jeszcze wiele mogą pokazać, bo są ciągle jeszcze na etapie zdobywania doświadczenia.

Była kiedyś taka piosenka „nad naszą wsią przeleciał meteoryt” … u nas za to latają Smoki.

Na wolnej przestrzeni rozłożony jest cel – konkurencja to rzut grawitacyjny do celu. Grawitacyjny, czyli po prostu „upuszczenie” markera przy burcie kosza. Liczy się precyzja nalotu nad cel.

No i jeszcze jeden maruder. Tego poranka był ostatni. Zdaje się, że pilot nie mógł ogarnąć wiatroprzestrzeni, co nie jest ujmą, gdyż są piloci, którzy tu nie chcą latać, bo… bo okoliczny teren jest dla doświadczonych pilotów nie jednokrotnie wyzwaniem, a „lajtowe” latanie jest tutaj abstrakcją i trafia się niezmiernie sporadycznie.

Nadmienię tylko, że przez kilka kolejnych wpisów będę monotematyczna… reszta monotonii będzie za rok. Tymczasem kawę piłam po powrocie do domu… gdyż biegi ku smokom uprawiałam pomiędzy godziną 5 – 6 rano…