– 108 –

Koszmarna noc za mną. Poza tym, że zwyczajnie miałam problemy ze snem i praktycznie całą noc mam nie przespaną, to nic więcej się nie stało. Czasem się trafia taka bezsenna noc. Ta miniona to chyba dla równowagi, po sobotnio-niedzielnej nad wyraz dobrze odespanej. Tak więc z lekka doskwiera mi ból głowy, oraz pieczenie oczu. Da się przeżyć.

Z innego pola, a przynajmniej z innej grządki. Młody zdaje się strzelił sobie w kolano. W sensie swojego hobby. Bywa nadgorliwy, bywa głośny, a im wyższy poziom chaosu, głośności i dramatyzmu w jego wypowiedziach tym większa pewność, że coś jest nie tak. Zapomniałam prawie o tym, i nie zatrzymałam go w jego szalonym pędzie, a do tego wzięłam w nim udział. Moje własne dziecko wmanewrowało mnie w niezręczną sytuację, gdzie dwie strony okazały się mocno zaskoczone, choć każda w innym nieco obszarze zaskoczenia. Tym samym, chyba sam sobie dopomógł wymiksować się ze spraw na których mu zależy.

Zapomniałam na chwilę o tym jego talencie do wyolbrzymiania i koloryzowania oraz ubarwiania. Z drugiej strony, jeśli faktycznie przez to zamieszanie straci, to niestety, ale ma nauczkę, że przedobrzył oraz przypomnienie, że knowania i intrygi to nie jest jego bajka i nie ma do tego talentu, bo go zwyczajnie nie ma i już. Niestety, dla niego, pech chce, że akurat intryganctwo nie jest cechą którą mogliby się poszczycić antenaci po którejkolwiek ze stron. Wiele innych cech i owszem, występuje, a taki upór to całkiem licznie i po wielokroć oraz w hurcie jest dostępny, ale manipulatorstwem nikt się nie szczyci. Fantazji zdaje się również nie brakować. No cóż, trudno – mleko się rozlało. Czas dla niego przejść na kolejny lewel życiowy i ogarnąć swoje emocje, oraz konsekwencje swojego „kwiecistego” przedstawiania rzeczywistości.

Natomiast ja, powinnam się nauczyć, jak odcinać się od jego fantazji i jak postawić granicę, na nowo, być może w nowym  miejscu, aby nie dawać wciągać się w jego próby manipulatorskie. Pomagać owszem, ale nie brać udziału w próbach kreowania nowego wymiaru rzeczywistości.

– 81 –

Mówią, że małe dzieci to małe problemy, a duże dzieci to duże problemy. Czy ja wiem? U nas problemem był bardziej brak oparcia w ojcu i wynikające z tego deficyty w poczuciu pewności siebie i bezpieczeństwa u Młodego, niż jego wiek. Wczoraj poza atakiem paniki, przed nowością, które nie są niczym nowym, choć skala bywa różna, Młody uczył się opanowywania swojego zestawu „nakręcacza wewnętrznego”.

Jak wiadomo w panice trudno wyjść na zewnątrz i się ogarnąć. Wczoraj Młodemu się to udało. Kiedy uszło z niego w różny sposób nieco napięcia, kiedy dotarło, że ma więcej alternatyw, kiedy zebrał więcej informacji o tym co i jak ma być, to w końcu zaczął panować nad sobą.

Myślę, że  teraz, bo rzecz wczorajszego stresu dzieje się teraz i gdzieś tam, też daje sobie radę. Owszem jest cały w strachu, ale nie jest to strach bezpodstawny. Ocenia swoje możliwości, dodaje do tego warunki zewnętrzne i stan techniczny sprzętu. Ma odwagę powiedzieć, że się boi. Teraz to ja się boję, że tę jego odwagę cywilną do nazywania rzeczy wedle tego czym są ktoś określi jako dziecinadę i bojaźliwość. Tak sobie myślę, że każdy z nas ma sytuacje w których boi się, z różnych powodów i różnych rzeczy, ale niewielu ma odwagę to powiedzieć, a jeśli nawet, to tych niewielu odważnych ginie w tłumie niedojd, rozbijających się o sytuacje trudne, nie podejmujących wyzwania, uciekających.

W strachu Młodego udział ma, być może nawet nie do końca świadomie, a może zupełnie poza jego świadomością, zdarzenie jakie miało miejsce w trakcie gdy robił kurs prawa jazdy na samochody ciężarowe. Patrzeć jak ginie, umiera pod kołami tira osoba którą znasz, kiedy nie możesz wiele zrobić, kiedy trąbienie klaksonem i krzyki Twoje i Instruktora nie docierają do kierowcy tego drugiego samochodu – myślę, że nawet jeśli zepchnięte w podświadomość głęboko, to na długie lata zostaną z nim i będą wpływać na to jakim jest kierowcą i jakim jest człowiekiem. W różny sposób.