– 97 –

Piękna pogoda, co widać, jednak bywa, że ta zbyt piękna pogoda raczej mnie rozbija i rozkłada na łopatki, trudniej jest mi się zmusić do czegokolwiek. Problemy z koncentracją i takie tam. Nawet mój prywatny, wewnętrzny sierżant, czy jak kto woli, cerber, mają niejakiego niechcieja, bo jeśli to nie jest niechciej, to najwidoczniej się dogadali i spieprzyli gdzieś na wakacje. Nie wiem tylko gdzie, ale chyba bardziej obstawiam narty niż plażowanie, bo jestem taka zmęczona ostatnio jakbym cały dzień fizycznie się nadwyrężała, a tym czasem, to praktycznie boli mnie siedzenie od nadmiaru siedzenia.

Żeby nie było tak marnie, to jednak w piątek i w sobotę ruszyłam zadek z domu w świat. Pochodziłam po lesie, pochodziłam po chaszczach. Poszwendam się tu i tam, co zaowocowało niemiłosiernym bólem gardła w niedzielny pranek i koniecznością przeciwdziałania kiełkującej niemocy. Ten tydzień jest słaby jak na chorowanie, bo sporo ma mieć zajęć, z którymi później jest problem aby je odrobić, więc, o chorowaniu należy zwyczajnie zapomnieć. Tak więc zapominałam przez część niedzieli na bazie nalewki, której podstawą jest syrop cebulowo-czosnkowo-cytrynowy, wzbogacony alkoholem i zmieszany z nalewką chrzanową. Działa. Zdecydowanie dzisiejszego poranka glut w gardle był tylko zaznaczony, zamiast trwalej i upierdliwej obecności. Nie mniej jednak otoczenie stwierdziło, że czosnek jest intensywny, oraz chrzan mu nie ustępuje i nie chodzi o ilość spożytą, gdyż przez cały dzień może z 75 ml machnęłam. Ledwie 3 bączki na cały dzień w dozach łyżkowych, na 40%, to żaden wyskok, a leczniczo zadziałało. Jest moc. Zapachu głównie, ale w końcu moc to moc, a z mocą się nie dyskutuje. Co do wyjść to piątku, to wyglądał mniej więcej tak.

 

P.S. Grzybów nie było, poza tym który jest na zdjęciu, znalazł się jeszcze jeden… oba trafiły na patelnię…

P.S. 2 – Mam ostatnio również niechcieja fotograficznego, więc Perełka została w domu, a obrazki sponsoruje telefon vel Heniek.