– 109 –

Tak jakoś na tę chwilę ogólnie różne rzeczy przebiegają łagodnie. Trudno określić, znając ludzkie charaktery, jak długo tak będzie, nie mniej obecnie jeszcze jest spokojnie. Staram się też schować swoje uprzedzenia i swoje obawy, oraz kawałek swojego temperamentu do kieszeni. Czasem bywa to wyzwaniem. Mniejsza jednak o to.

Jutro pierwszy marca, dziś ostatni dzień lutego. Zimy już właściwie nie ma od dwu tygodni i bardzo mi jej brakuje. Jeszcze odrobina zawieruchy śnieżnej sprawiłaby mi odrobinę przyjemności i zimowej satysfakcji. Do następnej zimy cały rok czekania. Staram się jednak jakoś oswoić tę nadchodzącą wiosnę. Na tę chwilę to tym co mnie najbardziej wkurza to ptaki – ptaki wydziobujące mi orzechy w worku powieszonym na balkonie. Normalnie zaraz mi zeżrą. Niestety, nie mam go gdzie schować, więc go osłaniam jak mogę, ale dziady sobie dojście zawsze jakieś znajdują.

Po za tym, dziś tłusty czwartek – ile pączków dziś zjedliście? Kilka? Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Ja chyba 5, ale za to domowych, które wczoraj zrobiłam. Wyszły na prawdę smaczne, może dlatego, że po prostu na spokojnie i bez spinania się z tym, że muszą wyjść. Tymczasem – dla tych wszystkich, którzy mają jeszcze zamiar jakąś pączkową rozpustę popełnić – smacznego.