– 12 –

Druga noc z rzędu nieprzespana. Może nie cała, ale po połowie obie zarwane. Nie żebym zaraz miała jakieś zajęcia nocne. Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie spać nie mogę. Kręcę się i wiercę na łóżku, a sen ma to gdzieś i nie przychodzi. Nic nie pomaga, ani poprawianie poduszek, ani poprawianie prześcieradełka. Snu jak nie było tak nie ma. Jedną obserwację jednak poczyniłam. Zdecydowanie lepiej funkcjonuję przespawszy pierwszą część nocy niż drugą. Wolę spać do 2,30 niż od 2,30 (to magiczna godzina z wczorajszej nocy, ale i dzisiejszej, minionej).

Dziś też poranek był zupełnie inny od wczorajszego. Wczorajsze, nisko wiszące, pękate od wody chmury i całkiem przyjemna temperatura jak na tę porę roku (7 – 8 stopni), bez wiatru, sprawiały, że człowiek najchętniej zakopałby się w stercie miękkich kocyków i drzemał sobie, aż wydrzemałby się na dobre, a kiedy by to nastąpiło, to z kubeczkiem ciepłego picia pooglądałby jakieś komedie romantyczne, albo coś, a później wziąłby gorącą, pachnąc i pełną piany kąpiel, oraz zakończył dzień lampką dobrego wina, po czym zapadłby w sen. Marzenie.

Dziś poranek rześki, mroźny, z drapaniem szyb, i zamarzniętymi kałużami oraz okolicą lekko przyprószoną śniegiem i nieco przymrożoną wilgocią na gałęziach drzew podświetlone to wszystko wstającym czerwonym słońcem. Bosko. Cudownie. Tylko dlaczego akurat nie mogę dziś wybrać się na wagary i zamiast do pracy nad papiery udać się z aparatem na jakieś rowy, łąki, pola? Czarowny, bajkowy poranek, a ja gnam do fabryki żeby przez kolejnych osiem godzin tracić wzrok. gdyż, ale i bowiem oczy moje mają dosyć. Już przestają pomagać jakiekolwiek krople i uczucie piasku pod powiekami wpisuje się na stałe w codzienność. Zdecydowanie teraz to już całkiem mogę o soczewkach zapomnieć. Nie ma na nie szans z tak wysuszonymi spojówkami. Jeszcze bym mi się zintegrowały z okiem na stałe i na zawsze…

Do tego, choć sypiam po pół nocy, to trudno się wyspać, kiedy twoim snem żądzą Escherichia coli do spółki ze Staphylococcus aureus… minionej nocy przebiły nawet mister Lewickiego sprzed wielu lat, który to na studiach bardzo „umilił” mi semestr. Tak, zdecydowanie on to mi się po nocy nie śnił nigdy, a nerwów mi zjadł, a tu pac pani,takie to małe, ledwie widoczne pod mikroskopem, a człowieka po nocach przestawia po kątach… a mobilni agenci w sieci człowieka nie wzruszali aż tak. Jak to się wszystko zmienia. Kto by pomyślał.