– 129 –

Ten czas zdaje się pędzić tak szybko, że człowiek nie ma kiedy się ogarnąć w czasoprzestrzeni. Nie mogę jakoś ogarnąć tego, że od kilku dni mamy już wrzesień. Doprawdy? Kiedy? Przyszedł zupełnie niespodziewanie i zdecydowanie za szybko. Wziął mnie z zaskoczenia. Chłodny, mglisty, zupełnie jesienny poranek zmusił mnie do ubrania rajstop, a jeszcze kilka dni temu, na samą myśl o tej części garderoby robiło mi się ciasno i duszno.

Ciasno i duszno robi mi się też za każdym razem kiedy odwracam się i patrzę przez ramię za siebie. Kiedyś dopadał mnie jeszcze bezdech. Teraz już go nie ma. Duszno z niedowierzania nad własnym samooszukiwaniem i życiem pobożnymi życzeniami i ciasno w tych wszystkich usprawiedliwieniach i rozgrzeszeniach jakie tkałam w swoich myślach na użytek własny.

Kiedy tak patrzę na ludzi. Tak, jak wczoraj, zupełnie zwyczajnie, znad talerza obiadu, czasem zastanawiam się co im chodzi po głowach. Wiele rzeczy widać. Zaciekawienie, obojętność, zajęcie własnymi myślami, i wiele innych. Puste spojrzenia, a czasem po prostu niewidzące. Wolę te niewidzące. Wyobrażam sobie, że za tymi niewidzącymi oczyma pochowane są małe komputerki, które analizują nieskończone układy prawdopodobnych wariacji logicznych, pętli przyczynowo – skutkowych, szukając optymalnego algorytmu dla tego co tu i teraz. Co dziś, co jutro, może co za tydzień. Takie niewidzące spojrzenie ma po prostu wgląd w chmurę indywidualnych danych, których analiza niezbędna jest tu i teraz w czasie rzeczywistym.  Puste spojrzenia, widzą pustkę. Brak nadziei. Mają usztywnione ramiona, czasem zbyt proste, czasem dziwnie wygięte. Sztuczne. Obliczone na to by nie wzbudzać zainteresowania. Te oczy patrzą w talerz, w stolik, w punkt. Patrzą „w nigdzie”. W tych oczach widzę siebie z minionych lat.

Teraz kręcę się na krześle. Rozglądam się. Podglądam. Podglądałam wczoraj ojca wyciągającego dzieciaczka kilkumiesięcznego z wózka i sadzającego sobie potomka na kolanach, z troską i delikatnością, a jednak też z bezwzględną ochroną ukrytą w ramionach i spokoju ruchów. Podglądałam matkę z synem, gdzie mogłam się założyć, że miała ochotę zmierzwić fryzurę swojej latorośli kiedy się śmiali i coś jej pokazywał na telefonie. Podglądałam chichocząc nastolatki. Przyglądałam się z zaciekawieniem młodej kobiecie, która na talerzu miała kilka kawałków sushi i pół garstki fasolki szparagowej oraz była właścicielką rozmiaru XS jednocześnie będąc wzrostem niemal równa ze mną. Właściwie to na jej talerz patrzyłam z pewnym zażenowaniem. Może z odrobiną wyrzutu sumienia, bo na moim talerzu były rożne rzeczy i bynajmniej tłuszczu też można było się tam doszukać całkiem sporo… a u niej… tylko woda… Jednak, ja już nie mam 20 lat, nie mam też ochoty wracać do rozmiaru XS, który kiedyś przerabiałam, na całe szczęście to dawno było i krótko.

Tak więc teraz, kiedy mam czas tak sobie siedzieć i patrzeć, to tak sobie myślę, że świat jest bardzo ciekawy, bardzo różnorodny. Czy piękny? Nie wiem, to akurat chyba jest kwestią gustu, a może tylko kwestią z jakiego miejsca lub z jakiej perspektywy na świat patrzymy. Dla mnie jednak on nie musi być piękny. Mnie wystarcza, że jest ciekawy. Podoba mi się taki, jaki jest i, tak po prawdzie, dobrze mi z tym.

Autor

demirja

Ja, czyli osoba wysiedlona po blisko piętnastu latach z wirtualnego domu... poszukująca nowego miejsca w cyfrowym świecie

16 myśli na temat “– 129 –”

  1. Uwielbiam obserwować ludzi, ich zachowania, miny, spojrzenia, natomiast nie pamiętam w co byli ubrani, ani jaki ich rozmiar. Przeszłam radio-, chemio- i brachyterapię. Moja pani hematolog cieszy się z każdego kg ciała. Piszę to dlatego, że ludzie zamartwiają się rozmiarem, a on wcale nie ma znaczenia, gdy się żyje.
    Serdeczności zasyłam

    Polubienie

    1. Też uwielbiam obserwować ludzi, i też mam problem z tym, aby przypomnieć sobie w co byli ubrani 🙂

      Moje marudzenie co do rozmiaru jest tematem zastępczym. Teoretycznie mogę zmienić mój rozmiar na mniejszy, jednak to nie rozwiązałoby podstawy tego marudzenia. Czasem jednak narzekanie na coś, na co ma się lub może się mieć wpływ jest potrzebne, aby łatwiej było pogodzić się z tym co od nas nie zależy. 🙂

      Polubienie

  2. Ja tam lubię moje xs, łatwo się biega, chodzi po górach. Myślę, że rozmiar nie ma znaczenia to tyko literki, ważne czy w tym ciele, jakie mamy na daną chwilę, dobrze się czujemy i jesteśmy zdrowi. Moje talerze są pełne, uważam tylko, żeby to co jem dawało mi energię a nie pozbawiało jej.

    Polubienie

  3. czas…..kiiedy zacznamy się nad nim zastanawiać staje się istotny:)osobiscie miałem w dupie czas i przemijanie.strzałke czasu i jak tam to nazywają:)póki…póki….kiedy,przychodzi moment:)ja miałem taki po 40 tsce….uwielbiałem przyglądac sie innym siedząc w ogródku w sopocie pare godzin pijąc ….wcześniej do głowy by mi to nieprzyszło..aby tracic czas wtaki sposób:)…czas fajny temat z perspektywy……a czas to perspektywa….ech znakomity wpis:)ściskam

    Polubienie

  4. Dawno nie prowadzilam obserwacji „znad talerza”, ale ostatnio gapie sie na wszechobecne zombie przyklejone do telefonow w wagonach metra… nie wiem czy ciekawie jest, wyglada racej ponuro…. ae to moze wynik deszczowej aury za oknem…….

    Polubienie

  5. czasem siadam w centrum handlowym i patrzę na ludzi …chciałabym mieć taką moc by zatrzymać czas , lub zwolnić tempo …a rozmiar xs jest przereklamowany 😀

    Polubienie

    1. też chciałabym przynajmniej zwolnić tempo w jakim ten czas ucieka

      faktycznie, nigdy nie chciałabym już wracać do XS 🙂 ani do S, ale takie M z przełomem na L bardzo mi mi odpowiadało … zdecydowanie bardziej niż obecne XL

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s