– 118 –

Tak. To miejsce to już nie to, co stary adres. Nigdy dla mnie nie będzie tym, czym było stare miejsce. Tam zostawiłam kawał swojej historii. Swojego dorastania. Przeistaczania z poczwarki w motyla, i z motyla… tak, tego już tam nie zdążyłam zrobić. Nie zdążyłam, pod tamtym adresem, pójść o kolejny krok dalej. Tutaj natomiast, przyszła i osiadła poczciwa matrona. Taką przynajmniej mam nadzieję, że poczciwa.

Matrona sterana życiem i okolicznościami. Ze zdrowiem podniszczonym. Z cyckami, które zastąpiły „sportową dwójkę”, z mokasynami na płaskich spodach, z pasmami srebra we włosach. Zmęczona mocno różnymi zawiłościami losu. Przygnieciona do ziemi bardziej niż świadczyła by o tym metryczka.  Takie tam czasem tylko przebłyski z gatunku: Motylem byłam, ale utyłam.

Utyłam, oj utyłam. Nawet nie te kilogramy mam na myśli, choć i tych jest zdecydowanie więcej. Utyłam w doświadczenia, w zwroty akcji i w świadomość samej siebie. W budowanie murów, w separowanie się od ludzi, w dystans do wszystkiego, w brak zaufania, w hipokryzję. Nadal jednak życie potrafi mnie zaskoczyć. Nadal pokazuje mi, że wystarczy mu chwila lub dwie aby mnie zaskoczyć. Dawno przestałam liczyć ile asów i dżokerów poukrywał los w swoich przepastnych rękawach sukni mojego życia. Na to kiedy woła za moimi plecami: Sprawdzam!!! Nawet się nie zatrzymuję, nie odwracam, mruczę pod nosem: to sobie qwa sprawdzaj…” albo krócej „Spierdalaj.”

Kiedy sobie pomyślę ile zawsze takie „Sprawdzam!” niosło ze sobą emocji, zawirowań, chaosu, czasem śmiechu, częściej łez. Dziś po prostu mam to gdzieś. Dziś bardzo brzydko, mało kulturalnie mówię mu: pierdol się życie, albo nawet odje***baj się ode mnie”. Nie dowierza. Łapie mnie za ramię i próbuje odwrócić w swoją stronę. Krzyczy prawie: „Popatrz! Daję ci coś.” Tylko ja już nie chcę brać, bo brać znaczy też dawać, a ja już nie mam co dawać. Dałam całą siebie, ktoś wziął wszystko i nic już nie zostało dla nikogo innego, nawet dla mnie samej zostało tyle co nic. Tyle by podnieść się, otrzepać kolana i iść dalej, z przyklejonym do twarzy uśmiechem nr 5. Ten był najpospoliciej używany, więc tylko ten się ostał, odnalazł po burzach i sztormach.

Więc ten los, to życie mówi: „Popatrz – coś ci daję!” , a ja się pytam „Teraz? Na prawdę? Jaja sobie robisz?” Więc, jak mam to wszystko ogarnąć. Jak sprawić by rachunki za siebie każdy płacił, by nikomu nie przeszło życie na kredyt moim kosztem. Więc co mi pozostaje? Uśmiech nr 5 i dbanie o to, aby każdy spłacał tylko swoje zobowiązania. Został mi rozum, i niech tak zostanie.

Autor

demirja

Ja, czyli osoba wysiedlona po blisko piętnastu latach z wirtualnego domu... poszukująca nowego miejsca w cyfrowym świecie

4 myśli na temat “– 118 –”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s