– 111 –

Tak sobie ostatnimi czasy weszłam na różne chemiczne cuda na alledrogo. Weszłam i chyba odpłynę z kasy wieczorem. Witamina C w proszku, którą i tak kupuję w aptece – na litość więcej niż o połowę tańsza. Nawet już doliczając koszty przesyłki. Węglan magnezu – nawet nie satram się przeliczyć o ile drożej wychodzi kupowanie go w drażetkach. No i tak, na co nie popatrzę jest sporo tańsze. Ponieważ zaś wiosna i kilka pomysłów mi po głowie chodzi, na przetwórstwo różnych drobiazgów – normalnie, po prostu tylko rozciągnąć portfel i dobę, i będzie „cud, mniód i orzeszki”. Miałam w prawdzie kupić sobie buty górskie, ale obawiam się, że może się skończyć zakupem zupełnie czego innego. Czego innych  rzeczy całego stada. Mam tylko jeden problem – nie mam już gdzie tego upychać, więc przydałoby się jakieś usystematyzowanie różnych płaszczyzn i powierzchni „przechowywalnych”. Mam nauczkę żeby nie zaglądać w różne dziwne miejsca przed zrobieniem odpowiedniego miejsca w przestrzeni na nowe pomysły. Mówią w prawdzie, że jeśli pomysł jest tym pomysłem, który miał być, miejsce na niego zawsze się znajdzie. Pożyjemy, zobaczymy.

– 110 –

Na głodzie jestem. Najprawdziwszym głodzie i to nie tym, że cały dzień poszczę i tylko woda i waciki. Nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie. Tak się składa, że sobie nie żałuję jedzonka raczej. Natomiast słodycze – tu się mysz w norze chowa. Staram się nie podjadać słodyczy. Tu ciasteczko, tam cukiereczek, a tu kawałek czekolady i jeszcze drożdżówka lub inna słodycz. Suma summarum okazywało się, że spory udział w mojej diecie stanowi cukier i to bynajmniej nie tyn ukryty, a ten całkiem jawnie spożywany.

Skoro post – to post. Jedzenia odmawiać sobie na tę chwile nie mam zamiaru, choć zapewne, po odpowiednim przygotowaniu, post jest dla organizmu jak najbardziej wskazany. Tyl, że ja jeszcze gotowa na poszczenie mentalnie nie jestem. Tak więc sobie odmawiam tego cukru i już prawie po ścianach i suficie chodże, a na pewno mam zawroty głowy i chęć nieprzebraną. Znam tę chętkę. Poznałyśmy się bliżej na okoliczność rozstawania się z papierosami kilka lata temu. Teraz też jeszcze czasem zaglądała i pukała do drzwi, ale jakoś na szczęście w zakresie tytoniu się miałyśmy. Teraz, ubrana cała w cukiereczki, landryneczki i inne słodkości siedzi u mnie, rozsiadała się na fotelu i kusi.

Właściwie to nie mam zamiaru się jej w nieskończoność opierać, na tę chwilę czekam, aż moja siostra pęknie pierwsza, bo ten odwyk słodyczowy to jej pomysł. No cóż, ale żeby nie było, że wredna jestem, dopuszczalne są nisko-przetworzone, naturalnie słodkie produkty, czy owoce i warzywa. Z listy odpadły naleśniki z jabłkami smażonymi, racuchy, czy budyń słodzony miodem, choć sam miód jest dopuszczalny. gdyby przez chwilę pomyślała, to… kromka chleba  z miodem nie jest zakazana…

Przyznam, że pomimo mojej chętki, chyba jednak mam łatwiej. Nie oszukujmy się – napoje kolorowe mnie zupełnie nie kręcą, a też są zakazane. Kawy, czy herbaty nie słodzę od lat…