– 109 –

Tak jakoś na tę chwilę ogólnie różne rzeczy przebiegają łagodnie. Trudno określić, znając ludzkie charaktery, jak długo tak będzie, nie mniej obecnie jeszcze jest spokojnie. Staram się też schować swoje uprzedzenia i swoje obawy, oraz kawałek swojego temperamentu do kieszeni. Czasem bywa to wyzwaniem. Mniejsza jednak o to.

Jutro pierwszy marca, dziś ostatni dzień lutego. Zimy już właściwie nie ma od dwu tygodni i bardzo mi jej brakuje. Jeszcze odrobina zawieruchy śnieżnej sprawiłaby mi odrobinę przyjemności i zimowej satysfakcji. Do następnej zimy cały rok czekania. Staram się jednak jakoś oswoić tę nadchodzącą wiosnę. Na tę chwilę to tym co mnie najbardziej wkurza to ptaki – ptaki wydziobujące mi orzechy w worku powieszonym na balkonie. Normalnie zaraz mi zeżrą. Niestety, nie mam go gdzie schować, więc go osłaniam jak mogę, ale dziady sobie dojście zawsze jakieś znajdują.

Po za tym, dziś tłusty czwartek – ile pączków dziś zjedliście? Kilka? Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Ja chyba 5, ale za to domowych, które wczoraj zrobiłam. Wyszły na prawdę smaczne, może dlatego, że po prostu na spokojnie i bez spinania się z tym, że muszą wyjść. Tymczasem – dla tych wszystkich, którzy mają jeszcze zamiar jakąś pączkową rozpustę popełnić – smacznego.

 

– 108 –

Koszmarna noc za mną. Poza tym, że zwyczajnie miałam problemy ze snem i praktycznie całą noc mam nie przespaną, to nic więcej się nie stało. Czasem się trafia taka bezsenna noc. Ta miniona to chyba dla równowagi, po sobotnio-niedzielnej nad wyraz dobrze odespanej. Tak więc z lekka doskwiera mi ból głowy, oraz pieczenie oczu. Da się przeżyć.

Z innego pola, a przynajmniej z innej grządki. Młody zdaje się strzelił sobie w kolano. W sensie swojego hobby. Bywa nadgorliwy, bywa głośny, a im wyższy poziom chaosu, głośności i dramatyzmu w jego wypowiedziach tym większa pewność, że coś jest nie tak. Zapomniałam prawie o tym, i nie zatrzymałam go w jego szalonym pędzie, a do tego wzięłam w nim udział. Moje własne dziecko wmanewrowało mnie w niezręczną sytuację, gdzie dwie strony okazały się mocno zaskoczone, choć każda w innym nieco obszarze zaskoczenia. Tym samym, chyba sam sobie dopomógł wymiksować się ze spraw na których mu zależy.

Zapomniałam na chwilę o tym jego talencie do wyolbrzymiania i koloryzowania oraz ubarwiania. Z drugiej strony, jeśli faktycznie przez to zamieszanie straci, to niestety, ale ma nauczkę, że przedobrzył oraz przypomnienie, że knowania i intrygi to nie jest jego bajka i nie ma do tego talentu, bo go zwyczajnie nie ma i już. Niestety, dla niego, pech chce, że akurat intryganctwo nie jest cechą którą mogliby się poszczycić antenaci po którejkolwiek ze stron. Wiele innych cech i owszem, występuje, a taki upór to całkiem licznie i po wielokroć oraz w hurcie jest dostępny, ale manipulatorstwem nikt się nie szczyci. Fantazji zdaje się również nie brakować. No cóż, trudno – mleko się rozlało. Czas dla niego przejść na kolejny lewel życiowy i ogarnąć swoje emocje, oraz konsekwencje swojego „kwiecistego” przedstawiania rzeczywistości.

Natomiast ja, powinnam się nauczyć, jak odcinać się od jego fantazji i jak postawić granicę, na nowo, być może w nowym  miejscu, aby nie dawać wciągać się w jego próby manipulatorskie. Pomagać owszem, ale nie brać udziału w próbach kreowania nowego wymiaru rzeczywistości.

– 107 –

No dobrze, dobrze już. Meszuge – nie strofuj mnie aż tak bardzo :). Sama siebie już od kilku dni staram się przywołać do porządku i coś naskrobać tutaj. Nie mniej, nie oszukujmy się, to miejsce mnie tak nie wciąga, jak poprzednie. Brak mu tych lat sentymentalnej siły jaką miało poprzednie miejsce, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, albo przynajmniej się nie marudzi.

Po gonitwie skończyło się obijaniem, odpoczywaniem, ogólnym leniem i niechciejstwem na wszystko i na wszystkie przejawy jakiejkolwiek aktywności intelektualnej… a więc niestety również popełniania wpisów w tym miejscu.

Prawdę mówiąc, trzy tygodnie to nadal dla mnie jakoś za mało. Na szczęście wszystkie sprawozdania i wszystkie obowiązki zawodowe związane z minionym 2018 rokiem zostały zakończone. Ostatnie sprawozdanie zostało wysłane wczoraj, a jest to o cały jeden tydzień szybciej niż w ubiegłym roku.

Również sesja została zakończona pomyślnie. Tak więc z końcem lutego powoli mogę zacząć wchodzić w nowy rok 2019.

Swoją drogą – mRufa – dzięki za życzenia – jak widzisz zupełnie nie były zapóźnione, bo ja dopiero w nowy rok wchodzę. 🙂

Tymczasem odnosząc się do pogody – to po przebłysku wiosny, dzisiaj niejako zaczyna wracać chwilami zima. Tak długo, jak nie świeci słońce, to jest jeszcze do przyjęcia, jednak obecnie właśnie świeci – co jest nie do przyjęcia. Oczy mnie bolą od tego światła. Zamiast marudzić, czas przyzwyczajać się do światła słonecznego w zwiększonej ilości. Nie ma się co oszukiwać, wiosna przyjdzie, jak co roku przychodzi.

To tyle na tę chwilę, gdyż siedzę właściwie w miejscu, w którym nie powinnam się zajmować pisaniem luźnych przemyśleń z daleka od tematu słuchanej prelekcji. To nie to, że prelekcja jest mało ciekawa. Po prostu, ćwiczę podzielność uwagi. Na tę chwilę idzie mi całkiem nieźle (testuję nowe „kropelki”, które efekty dają całkiem niezłe, acz efekty uboczne raczej przeważają korzyści niestety).