– 106 –

No proszę, chwila wolnego i już mnie klawiatura swędzi. Potrzebowałam tych dni przerwy od mojego maratonu, potrzebowałam tego złapania oddech. Doprawdy, zanim pójdziecie na studia będąc w wieku, w którym to Wasze dzieci na te studia się wybierają lub przynajmniej dobrze byłoby aby to robiły, po trzykroć się zastanówcie. Jest różnica w tym co dziś mogę i daję radę, i w tym co było blisko 20 lat temu. Z drugiej strony, co miałabym robić – siedzieć i oglądać seriale?

Mniejsza z większym, nie o trudach nauki chciałam pisać, gdyż obawiam się, że znając siebie, to w tak zwanym „między czasie” dobijania do wieku gdy zaczyna się uczęszczać na uniwersytet trzeciego wieku, cały czas, z przerwami, bo nawet mnie odpoczynek, jak widać, bywa potrzebny, będę coś robić i robić, i robić, i robić. Swoją drogą może sobie jeszcze technikum mechaniczne dorobię po uzyskaniu tego inżyniera… wiem od końca… hm… bo ogólnie w górę lepiej pędzić nie będę… ale tak mnie ciągnie do tej mechaniki, bo chyba jednak skoro miałam iść kiedyś do tego technikum i nie poszłam (mamo, ciociu – chyba popełniłyście błąd mojego życia wytykając mi, że to zawód nie dla dziewczyny), ewentualnie może polonistyka? Sama nie wiem. I to kusi, i to nęci – pieśń przyszłości.

Znowu uciekam w inne rejony. Tak akurat, po przeczytaniu wpisu o poszukiwaniu emocji związanych z wiarą, przeżyć duchowych jednej osoby, pomyślałam sobie, że właściwie to czym jest wiara? Jak można szukać wiary w Boga? Podobno Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo i na swój obraz dając nam część siebie – więc część Boga jest w nas, a skoro jest w nas to kochając siebie, kochamy Boga… tylko czasem tak ciężko jest pokochać siebie, tak na prawdę. Na prawdę pokochać siebie jest trudno, ale jeszcze trudniej bywa uwierzyć w siebie. Uwierzyć w siebie tak stabilnie, spokojnie, z przekonaniem. Bez pokrywania swoich lęków, strachów, fobii i czego tam jeszcze, co kto tam ma na swoim pokładzie w swojej własnej „szafie z trupami” pozamykane, buńczucznością, arogancją, pewnością siebie, brakiem strachu. Bo to wszystko to nie jest wiara w siebie, to wszystko maskuje jej brak. Owszem, czasem bywa, że wiara idzie w parze z pewnością siebie, ale na tym koniec. Wiara to też pokora, a tam gdzie jest pokora brak miejsca dla arogancji.

Wiara, wiara, wiara… paradoks wiary to jej brak. Nie umiemy wierzyć w nic. Jak mamy wierzyć w Boga, kimkolwiek, czy czymkolwiek jest, czy jak się go tam postrzega, skoro nie wierzymy w siebie. Jak mamy znaleźć Boga, skoro szukamy go wszędzie, poza sobą samym? Szukamy w złych miejscach, podważamy sceptycyzmem samych siebie i patrzymy na świat pełni rozczarowania, że nie możemy mieć wszystkiego. Możemy mieć wszystko. Bóg to powiedział. Kimkolwiek jest lub czymkolwiek jest. W piśmie napisano o: „Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy powiecie tej górze: „Przesuń się stąd tam!”, a przesunie się. I nic nie będzie dla was niemożliwego.” (Mt. 17, 20). Cóż, frazes. Czy na prawdę? Według mnie to tajemnica, którą nam dano, a z której nikt nie umie korzystać. Gdybym umiała wierzyć… miałabym wszystko co jest mi potrzebne.

Tak na marginesie, to nie wiem ani kim, ani czym jest Bóg. Myślę, wierzę, że jest. Jest czymś nie odgadnionym i nie określonym, może być wszystkim i niczym, każdym i nikim, energią lub jej brakiem, początkiem i końcem. Bóg jest wszystkim. Poza definicjami, bo każda definicja jest i zła i dobra, prawdziwa i fałszywa. Co więcej – każdy z nas ma tak na prawdę własną definicję. Moja nie jest lepsza od Waszych, a wasze nie są lepsze od mojej, bo każda jest subiektywna i do tego skrojona na miarę jej posiadacza. Obiektywizm to mrzonka, wymysł nieosiągalny, taki pis na wodę, dzięki któremu jest łatwiej siebie rozgrzeszać z różnych rzeczy.

W tym miejscu zakończę tę dywagację. Popłynęłam nieco, a jak do tej pory jedynie P. był zdolny nadążyć, za tym odpływem słów i myśli, a czasem nawet go wyprzedzić i zawrócić w stronę inna niż płyną początkowo. Jest to jedna z dwu rzeczy, które są z nim związane, a których mi brakuje. Dopłynęłam dziś do miejsca, w którym mogę o tym spokojnie napisać. Czas aby ten „trup” mógł wypaść na dobre z mojej szafy, bym mogła jego „prochy” rozsypać na wietrze, gdyż zakopanie go w grobie jakoś mi się w głowie nie mieści. Grób dla tych wszystkich emocji byłby zbyt ciasnym miejscem, a tak, z wiatrem, niech sobie krążą po świecie, aż całkiem się rozproszą, gdy przyjdzie na nie pora.

Poza tym, to mam wrażenie, że to będzie pracujący, wymagający, bo niosący wiele nowego, satysfakcjonujący i dobry rok. Tak czuję, więc niech tak się stanie, dla dobra wszystkich.

Niech tak się stanie.