– 96 –

Doprawdy nie wiem kto, ale ktoś wczoraj miał chyba dzień pod znakiem „nudzę się bardzo” i dokładnie przeczytał sporą część tutejszych zapisków wyświetlając ją jakąś kosmiczną ilość razy. Skoro ktoś lubi – proszę bardzo, czemu nie. W końcu to przestrzeń publiczna jest.

Dzisiejsza notka jednak będzie z gatunku „szwarc, mydło i powidło”. Mydło sobie pominę, bo ostatnio staram się dla różnych kosmetyków szukać alternatyw, najlepiej pozbawionych chemicznych dodatków, co nie jest, w brew pozorom łatwe, nawet jeśli się zna kilka wiedźm, które sztuką tworzenia kosmetyków się parają. Szwarc również zostawię w spokoju, gdyż są rejony w tej krainie miodem i mlekiem płynącej, gdzie bynajmniej nie oznacza on ani czarnej pasty do butów, ani tym bardziej czernidła do wąsów. Powidło i owszem, lubię, rzecz jasna, jedyne słuszne powidło to powidło ze śliwki węgierki. Wszystko inne to marmolada lub dżem. Tego się trzymać będę. Skoro jednak jestem przy jedzeniu, to zostając w temacie, przyznam się, że ostatnio bardzo rozgustowałam się w smalcu ze skwarkami (roz-, a nie za- … gdyż mam do tego specjału ciągotki okresowe, a nie że go dopiero odkrywam). Ewidentnie mój człowiek bardzo w nim mocno ostatnio gustuje. Co więcej, okazało się, że moja wieloletnia faworytka do porannej kawy, od jakiegoś (niedługiego) czasu jest dla mnie za słodka. Zastąpił ją więc pączek, który jest nieco mniejszy i w brew pozorom, również mniej słodki, ale za to bardziej tłusty. Do tego jeszcze ten smalec – ani chybi „Winter is coming”. Mam doniesienia z Nowego Sącza, że u nich, dziś o poranku, przeszła burza śnieżna pierwsza w tym roku – więc to na prawdę nie przelewki, bo i odległość jakaś nie szczególna jest przecież. Ja sama zaś, jeszcze przed doniesieniami o burzy śnieżnej, wydobyłam z czeluści kartonu moją zimową tegoroczną rozpustę. Brązowe, skórzane pseudo trepy, choć prawie trepy, gdyż zdecydowanie nie mają zamka, tylko przyzwoite sznurowadła. Chwała im za to. Również za to, że są ponad kostkę i nie mają żadnego wywijaska kożuszkowego, jasnego na zewnątrz. Trzeba je rozchodzić po prostu przed „winther is coming”.

Tak więc, jak widać, życie toczy się po swoich utartych, udeptanych ścieżkach. Za oknem, na zmianę, to deszcz zacina z ciemnych chmur, to wychodzi zimne słońce. Niestety, zdaje się, że piękna, polska, złota jesień juz w tym roku odeszła, czas przygotować się na listopadowe szarugi. Nie wiem jak Wy, ale ja mam całą „piwniczkę” (szafeczkę) urozmaicaczy na wieczory długie, ciemne i mokre… choć to tylko na weekendy, bo jak wiadomo, moje wieczory są krótkie i coraz częściej wiążą się z wizją, kolacja, mycie i spać… jak u małego dziecka – widać tak już jest, że z czasem człowiek cofa się do czasów przed jakimi uciekanie zajmowało mu wiele sił i energii przez lat, a kiedy się udało i dorósł, z wielką ochotą do nich wraca…

Autor

demirja

Ja, czyli osoba wysiedlona po blisko piętnastu latach z wirtualnego domu... poszukująca nowego miejsca w cyfrowym świecie

14 myśli na temat “– 96 –”

  1. A ja od przeszlo dwóch lat nie moge wykonczyc, skad innad doskonalej aroniówki od Rodzicielki M – moje migrena w chwila slabosci przestala reagowac na kuracje lufka slodkiej i mocarnej nalewki i domaga sie czekoladowych likierów. Których przez rozum raczej unikam ;).
    Poza tym musze sobie trepy zadobyc bo moje obecne chyba sie na ostatni sezon szykuja – po 3 albo i 4rech latach eksploatacji.

    Polubienie

    1. Na migreny pomagał ci cukier? No moja droga, to Twoje migreny są zwichrowane 😉
      Na tę dolegliwość mogłabyś sobie popijać po kilka kropelek nalewki zdrowotnej np. kokoryczowej lub pierwiosnkowej (dosłownie – pije się je w kroplach, bo w większych ilościach mogą być toksyczne – to są lekarstwa 🙂 )

      Kupić dobre trepy to jest trudna sprawa jak się mieszka na krańcu świata, życzę aby w wielkim świecie było to z goła łatwiejsze 🙂 🙂

      Polubienie

  2. Też mam takich czytelników synonimów, co lecą hurtem kilka lat. Bardzo mnie to zastanawia i ciekawość zżera też.
    Nadchodzi czas grzanego wina.
    I już nie mogę się doczekać, kiedy mi dostarczą kominek w zabudowie. Tylko dokupię aromatyzowane paliwo i juz nie wychodzę z domu do wiosny 😉

    Polubienie

  3. Taaa… wieczoroumilaczy mam cały pokój. W tym roku otrzymałam zakaz wykonywania jakichkolwiek nalewek czy wódek smakowych. Nie dało się przy tej obfitości owoców. Przybyły kolejne. A wino dopiero po pierwszym dosłodzeniu i bulka…Ale jakoś nie ma chętnych na picie. I dlatego pustostan zamieniłam w składowisko z nalewkami, winami i innymi dobrociami. Jak mamy gości to strasznie im się gościnna sypialnia podoba. Lubię te wieczory , mam czas na swoje „dłubaniny” 🙂

    Polubienie

    1. Ja powoli też chyba będę musiał jakieś dodatkowe pomieszczenie zaanektować, bo szafeczka przestaje mieścić moje skarby, a teraz, kiedy poza nalewkami pojawiają się jeszcze octy… no cóż, zdecydowanie chyba czas o jakiej reorganizacji pomyśleć. 🙂 Mam tego jednak mniej zdecydowanie od Ciebie, gdyż ja zwyczajnie, jak na tę chwilę jeszcze od wina trzymam się z daleka, ale… nie oszukujmy się, wcześniej lub później i ten etap nadejdzie 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s