– 37 –

Miało być obrazkowo i zimowo, będzie pretensjonalnie i całkiem literkowo.

Po pierwsze to zdaje się, że antypatia do mnie może być bardzo trwała. U jednej Pani trwa od ponad 10 lat i zdaje się, że tak już jej zostanie. Płakać nie będę z tego powodu. W swoim czasie wiele zdrowia mnie kosztowała, ale też dzięki niej się życiowo zahartowałam i nauczyłam się świadomie dostawać po dupie. Pani owa wybitnie nie znosiła jeśli się jej wytykało różne niedociągnięcia w obowiązkach, niezgodności i wybiórczą, zależna od nazwiska, interpretację przepisów prawa. Ile razy ja się tłumaczyłam na dywaniku u szefa z tego, że owa Pani nie rozumiała połowy rzeczy jakie się do niej mówi, to wiem tylko ja. Bo rozumienie też miała bardzo wybiórcze i zależne od nazwiska. Mniejsza z większym, jej pech, bo nadal zawodowo jesteśmy w pewnym sensie powiązane i czasem bywa tak, że wypada się nam skontaktować. O ile ja nie mam oporów, o tyle ona zazwyczaj dzwoni do M., która nie dosyć, że siedzi po drugiej stronie korytarza, to jeszcze nie zawsze wie co zostało wysłane… ale co poradzisz, skoro niektórzy są niereformowalni i animozji nie potrafią odłożyć na bok.

Właściwie to tak sobie myślę, że ludzie okropnie dużo energii tracą na nielubienie innych osób, na chowanie animozji i pielęgnowanie niechęci. Też tak długo miałam, ale od jakiegoś czasu, sama nawet nie wiem od kiedy, przeszło mi. Są osoby, które lubię, ale reszta jest mi zwyczajnie obojętna. Nawet Pan Hrabia, który tak długo jak trzyma się ode mnie z daleka jest mi obojętny. Pomimo wszystko co w moim całym życiu nawywijał, i pomimo tego jakie zafundował mi wspomnienia z dzieciństwa. Owszem, jeśli nasze drogi się przecinają dostaję obfity zastrzyk adrenaliny, ale on mija, a ja nie zaprzątam sobie głowy tym człowiekiem. Co do adrenaliny, to po ponad 30 latach stałej gotowości, 5 lat jest okresem zbyt krótkim by wyciszyć w organizmie odruchy nawykowe, które zapewniały ochronę. Właściwie, jeszcze niedawno wydawało mi się, że nigdy nie uda mi się od emocji z nim związanych uwolnić, a tu masz, sama nie wiem kiedy przeszło. Kiedy minęło. To co pozostało to żal i gorycz, ale i te jakby z czasem stawały się mniej dotkliwe. Nie mniejsze, bo tego nie da się zmniejszyć, ale mniej dotkliwe, bo ileż można walczyć z tym czego nie można zmienić? Więc uczę się nie walczyć z wiatrakami przeszłości. Wkładam je na miejsca, jak puzzle i staram się iść dalej. Idę dalej, ale już z nimi wygodnie ułożonymi w plecaku życia. Jak widać korzyści są szersze niż były zakładane. Ludzie mnie „nie buzują” na stałe, tylko czasem, gdy podniosą mi ciśnienie.

Owszem, poza Panem Hrabiom, jest też kilka innych osób, które podnoszą mi ciśnienie, ale nic ponadto. Kilka następnych mniej lub bardziej mnie irytuje i potrafi zezłości, ale też są to najczęściej efekty z gatunku: akcja – reakcja. Kiedy znikają z mojego widnokręgu, znika irytacja i znika to co może jej towarzyszyć. Czasem nawet gdy są w pobliżu, nieszczególnie zajmują moje myśli. Nawet P. dzisiaj to tylko garść żalu, pół garści smutku oraz połowa z moich siwych włosów. Nawet do manipulantki Z. mam ambiwalentny stosunek, a jedyne co mnie zastanawia, od czasu do czasu, w odniesieniu do jej osoby, to, to jak można tak koncertowo spieprzyć życie wielu osób na około i to tych najbliższych. Jednak to też nie jest kwestia bezpośrednio z nią związana. Przychodzi mi ona na myśl, bo boję się, ze ja mogłabym tak spartolić komuś życie na starcie jak ona to robi. Jest ucieleśnieniem mojego lęku w odpowiedzialności za innych ludzi. Pewnie by się wściekła, że zamiast rozpaczać i drzeć włosy z głowy, bluzgać na nią i jej złorzeczyć, ja siedzę i jej współczuję oraz współczuję jej dzieciom. Paradoksalnie nie dzięki P., a dzięki niej wiele dowiedziałam się o sobie, poznałam kilka swoich granic i powzięłam kilka przekonań, czego w swoim życiu nie chcę.

Skąd te nostalgie i refleksje, ano zima sobie poszła precz. Zbliża się dla mnie trudny czas, bo wiosna, to nie jest moja ulubiona część roku. Właściwie wiosna, to moja najmniej lubiana pora roku. Do kolejnej zimy wile minie miesięcy, ale zdaje się, że zlecą całkiem szybko… być może nawet szybciej niż chciałabym, czy chcielibyśmy.

Autor

demirja

Ja, czyli osoba wysiedlona po blisko piętnastu latach z wirtualnego domu... poszukująca nowego miejsca w cyfrowym świecie

8 myśli na temat “– 37 –”

  1. A tam nie nastawiaj się bo wykreujesz te wszystkie wiosenne nieatrakcje;) Nie żebym przepadała za wiosną, zawsze ulubiona była najmniej, ale lubię wiosenne porządki no i lato co jest po tej wiośnie. Podoba mi się w życiu obecnie to, że nawet jak ktoś mnie wukrzy, czymś dotknie, to potem zajmuję się innymi sprawami i zapominam o tym na śmierć, a kiedyś, a drzewiej to się rozdrapywało, rozmyślało, i tworzyło udatne dialogi w głowie. ło jest mieć lata na karku.

    Polubienie

    1. mówisz, że to nie praca nad sobą tylko te lata i zmiana wraz z nimi priorytetów?

      Wiosny zdaje się nie zdążę zauważyć, bo wielkimi krokami nadejdzie sesja z egzaminem z chemii w roli głównej, a po drodze jeszcze jakieś kolokwia z biochemii i z farmakologii… więc widzisz – czasu wiele miała raczej nie będę 🙂

      Polubienie

    1. Naprawdę. Wiosną zawsze jestem rozdrażniona i wszystko jest mi w poprzek. Akurat w sam raz aby do lata przywyknąć do ferworu wszystkiego. Później je przetrwać i doczekać do jesieni 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s