– 36 –

Dzień pędzi za dniem w dzikim tempie. Praca, zajęcia i inne zajęcia, a do tego gdzieś trzeba jeszcze wsadzić pomiędzy to wszystko odrobinę nauki, przygotowań sprawozdań z zajęć, oraz czasu wolnego. No i jeszcze dentystę oraz innych „wraczy”.

Nigdy nie przepadałam za dużymi torebkami, obecnie za to rozglądam się za jakimś funkcjonalnym, czytaj z wieloma kieszeniami i przegrodami, plecakiem lub innym worem, do którego będę mogła wrzucić wszystkie moje niezbędne przydasie torebkowe, notesy inny badziew. Badziew ów, choć nie odkryłam jeszcze w jaki sposób, niechybnie rozmnaża się w mojej torebce, bo jest niekończący się w swej ilości. Ile bym go z niej nie wyjęła nadal jest go niesamowicie dużo w środku i nadal ciężko jest cokolwiek znaleźć.

Tak więc dzień mija za dniem, czas pędzi niczym szalony, a ja tanecznym krokiem, przemieszczam się pomiędzy kolejnymi koniecznościami, na które się zdecydowałam. Dlaczego tanecznym krokiem akurat? Bo muszę to robić szybko, z wyczuciem i cholernie często na palcach, gdyż albo pół domu jeszcze śpi, albo już śpi.

Dziś na ten przykład, przed godziną 9 miałam już jedno pranie zrobione, drugie ładowałam do pralki, pomytą podłogę w kuchni i łazience miałam, oraz ogarniętą kuchnię. Ogarniętą nieco bardziej niż trochę, gdyż nawet zawiązany wór śmieci wylądował pod drzwiami, tak abym o nim nie zapomniała kiedy to będę wybywać z domu raptem nieco przed dziesiątą. Żeby jeszcze fajnie nie było, zdążyłam ściągnąć pranie z balkonu i porozkładać po wszelkich poręczach tak aby doschło szybciej niż na wiosnę, oraz wywalić na balkon świeże, tyle co wyciągnięte z pralki, które ochoczo przyczepiało się w ponad 10 stopniowym mrozie do prętów podwieszanej suszarki balkonowej. W między czasie też machnęłam miksturę dla Matki Rodzicielki, gdyż skoro jej pomaga, nie protestuje i łyka na bieżąco to należy kuć żelazo kiedy gorące, jako że nie podejrzewam iż domownicy byliby w stanie znieść trzeci tydzień jej chorowania. Matka Rodzicielka nienawykła jest do chorowania w związku z czym jako rekonwalescentka jest marudna i trudna w obejściu. To już jednak za nami.

Tym czasem więc oddalę się celem obejrzenia filmu, w ramach zadania domowego zadanego, później Ogoniastego zabiorę na spacer i na kolację rozsiądę się nad chemią. CO będzie jutro, poza ciągiem dalszym chemii – to się okaże, gdyż zdaje się  muszę sobie pouzupełniać kilka rzeczy.

Autor

demirja

Ja, czyli osoba wysiedlona po blisko piętnastu latach z wirtualnego domu... poszukująca nowego miejsca w cyfrowym świecie

9 myśli na temat “– 36 –”

  1. Fajnie piszesz i jeszcze dużo masz na głowie. Myślę, że lepiej mieć na głowie, niż wszystko z głowy. U mnie takiż to czas obecnie sie rozścielił. Dziwne, mieć tyyyyllleee czasu dla siebie. trójka uroczych Kurczątek odchowana poszła w świat. Nawet mój ogoniasty nie wymaga wyjścia, to kocur Kleofas, kochający od narodzin 4 ściany. Podziwiam Matkę Polkę!

    Polubienie

    1. Zwazywszy, ze moje jedyne „Jajo” też ma już zdecydowanie własne życie, to wszelkie dodatkowe obowiązki jakie sobie wymyślam, nie sa niczym ponad uzupełnieniem czasu… jakoś to robić trzeba, a ja nie posiadam TV. 😁

      Polubienie

      1. Ooo, miło słyszeć. Nie lubię marnować czasu na te wszystkie programy. Też nie mam telewizora, świadomie! A wiadomość, choćbyśmy nie chcieli i tak przyjdą do nas. Nasze dzieci dorosłe, dlatego my w blogach. Fajnie, co? Jestem Basia

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s