– 30 –

Ludzie się boją. Często nawet nie wiedzą sami dokładnie czego, ale się boją. Wczoraj, przypadkiem, uderzyło mnie to jak bardzo powszechny jest strach. Może dopiero wczoraj, bo wcześniej po prostu się nad tym nie zastanawiałam. Nie żeby teraz nagle była we mnie potrzeba głębokich przemyśleń i studiowania tematu. Po prostu stwierdzenie takie mam.

Zatrzymałam się na chwilę w swoim pędzie i nawale obowiązków i potknęłam się o ten strach. Każdy ma swój. Jedni ukrywają go pod płaszczykiem nonszalancji, inni udają, że jest on im obcy. Każdy też dotyczy innej sprawy, innej sfery, innego przedmiotu. Też mam swoje lęki. Zmieniają się ze mną. Dorastają, jak i ja dorastam.

Jako dziecko bałam się wieczorów i nocy kiedy nasłuchiwałam, co się dzieje w sąsiednim pokoju, nigdy nie wiedząc co wieczór i noc przyniesie. Nakrywałam głowę poduszką i zastanawiałam się, czy wszystko jest porozkładane na właściwych miejscach, żeby było pod ręka.

Lata później bałam się, że coś mi się stanie i Młody przejdzie pod kuratelę OMD, a dla obu byłoby to niewyobrażalnym dramatem, choć dla Młodego bardziej, bo OMD do roli ojca dojrzał dopiero teraz, kiedy Młody z poziomu młodego mężczyzny powiedział mu w prost, że spierdzielił sprawę.

W między czasie bałam się, że P1 i P2 zostaną na mojej głowie, i że nie podołam. Długo czułam to jako swój bezwzględny obowiązek, aż zrozumiałam, że oni mają prawo do własnego życia, z którego do tego czasu nie korzystali. To co będzie moją powinnością, to pomóc im w nauce tego życia samodzielnego, a nie żeby przejąć rolę Matki Rodzicielki i wyręczać ich w życiu.

Gdzieś w te minione lata wkradł się strach przed samotnością. Jednak, kiedy przyszło do rzeczy, to okazało się, że większym wyzwaniem jest wpuszczenie do swojego poskładanego życia drugiej innej osoby, niż sam strach, który nagle skarlał, a samotność przestała przerażać i okazała się starą, dobrą znajomą.

Nie boję się Boga. Bóg jest miłosierny, wybaczający, litościwy, każdemu daje szansę. Nawet jeśli nas doświadcza, jeśli zadaje pokutę, ostatecznie zasady są jasne: niebo dla dobrych i nawróconych do dobrego, piekło dla złych. Każdy ma wybór, sam decyduje. Tu nie Boga się lękać należy, a zwyczajnie samego siebie i swoich wyborów, swoich decyzji, swojej wolnej woli.

Nie boję się ludzi. Co mogą mi zrobić, czego ja nie mogłabym zrobić im. Mamy takie same możliwości podejmowania działania i decyzji. Nie jestem ani lepsza od nich, ani gorsza. Jestem taka sama, jak oni. Wszyscy ludzie. W gruncie rzeczy – zwierzęta. Zasada jest prosta: przetrwa najsilniejszy.

Nie boję się maszyn. Wiem, że przyjdzie chwila kiedy uniezależnia się od człowieka, i powiedzmy sobie szczerze, ale „Terminator” okaże się filmem proroczym. Przetrwa silniejszy. Kto nim będzie? Nie wiem. Jednak skłaniam się, że maszyny, choćby przez czas jakiś.

Nie boję się wielkiej wojny. Niektórzy się jej boją. Liczą na to, że nie będzie miała miejsca. To płonne nadzieje są. Kwestią nie jest, czy będzie miała ona miejsce, raczej kiedy się zdarzy. Jak to mówią – kwestia czasu – nic więcej. Jaki ma sens strach przed nieuniknionym?

Dziś boje się jednego. Boję się, że nie zdążę zobaczyć tego wszystkiego co chciałabym, nie zdążę przeczytać, poznać, dowiedzieć się. Jest taki ogrom rzeczy do poznania, w którym jestem jak pyłek. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a życie jest takie krótkie i tyle z niego już zmarnowałam! No i trochę jeszcze boję się siebie. Tak dla zasady. Bo siebie zawsze warto się bać, bo nigdy nie znasz siebie tak dobrze, by przewidzieć własną reakcję. Tak długo, jeśli coś się nie stanie nie masz pewności jak się zachowasz, zawsze do tej chwili będzie to tylko domniemanie. Tylko przepuszczenie, coś co rzeczywistość zdemaskuje szybko i prosto odzierając każdego ze złudzeń co do własnej osoby.

Czym jest strach, a bardziej, czego się boimy? Boimy się rzeczy pewnych, które wiemy dokładnie jak będą wyglądać, a wygląd ten nam się nie podoba oraz i przede wszystkim, boimy się tego czego nie znamy, nie rozumiemy i wyobrażamy sobie w jakiś absurdalny sposób. Najbardziej jednak, nie wiem czy to kwestia czasów, czy gatunku ludzkiego, boimy się czasu. Jego nieubłaganego upływu. Boimy się czasu i tego co przyniesie, bo każdego z nas, bez względu na to kim jesteśmy, jacy jesteśmy, co robimy, czeka ten sam koniec. Nie ma wyjątku. Wobec śmierci jesteśmy równi, tylko każdy z nas ma swój własny czas na to ostatnie spotkanie. Tym jednym się różnimy.

Autor

demirja

Ja, czyli osoba wysiedlona po blisko piętnastu latach z wirtualnego domu... poszukująca nowego miejsca w cyfrowym świecie

14 myśli na temat “– 30 –”

  1. Kiedyś trzymałam sie swojego strachu, jakby to była jakas wartość szalona, diament cenny. Teraz pozwalam mu się wypalać. Nie uciekam myslami od lęku, nie racjonalizuję nie nazywam nawet lękiem a ta emocja przemija. Mało sie boję i nie boję sie tego, że się boję, wszystko jest teraz. Nie muszę się bać, żeby prowadzic samochód. musze być uwazna i polegac na swoim doświadczeniu.

    Polubienie

  2. tak, o zdrowie swoje i bliskich się martwię, o codzienny byt rownież, strach towarzyszy przez cale zycie,taki wierny przyjaciel z niego. Jak i inni im więcej lat,tym bardziej tej złej starosci,której nienawidzę też się boję,jakze wtedy stajemy się inni.Nawet jeśli demencja nie dopadnie to i tak jest paskudnie. Dla mnie zycie konczy się w chwili smierci, tęczowe mosty i inne cuda wianki.Jest tu i teraz poźniej nie ma mnie i nie ma juz nic.Znikam.
    Co do umieszczania,bardzo mi sie nie podobał program,który przypadkiem ogladnęłam Betlejewski coś tam… było własnie o domach opieki, jak bardzo stronniczy i głupi był ten program i scenki to cos okropnego. oczywiscie ukazujący młodszych i ich obojetnosc, zimne serce itp. I dialog z jakąś kobieta,ktora umiescila matkę w zakładzie i matka po jakims czasie zmarła i jak to ona teraz bogatsza w doswiadczenie by nigdy tego nie zrobiła..

    Polubienie

  3. Strach nie musi być czymś złym, mnie wiele razy uratował życie, ale i zmarnował życie. Ale to nie jest wyzwanie, to jest strach by wpuścić do swojego życia drugą osobę, bo może okazać się, że to nie tylko radość, ale smutek i łzy. Jesteśmy szczęśliwi wtedy gdy nie jesteśmy nieszczęśliwi, bo każdy kij ma dwa końce, a pół kija też ma dwa końce.

    Polubienie

    1. czyli właściwie jakby nie patrzeć i ile by tego kija nie było – zawsze ma on dwa końca 🙂

      Co do drugiej osoby w życiu, okazało się, że większym problemem dla mnie była konieczność (potencjalna) dokonania zmian, wizja wspólnego mieszkania była bardziej przerażająca niż pociągająca. Nie przez łzy, czy smutek, ale prozaicznie… przez kompromisy dnia codziennego jakie są niezbędne kiedy mieszka się razem (kto rano pierwszy do łazienki, kto co ogląda w TV… takie głupoty – właśnie za nimi się chował mój strach). Smutek mnie nie przeraża, zawsze przychodzi chwila, w której zaczyna słabnąć i powoli wszystko się układa na właściwe miejsce.

      Polubienie

      1. Z tym kijem jest dokładnie tak jak piszesz, trzeba tylko złapać właściwy koniec. A co do drugiej osoby to twoje tłumaczenie mnie nie przekonuje, bo nie przeraża cię smutek, tylko to, że nie trzymasz pilota w ręce. Co do łazienki, to można się kąpać razem, jak robią to moi sąsiedzi i kochają się tak [czego im zazdroszczę], że aż kieliszki mi dzwonią w szafie. Lepiej odpowiedz sobie na pytanie: czy bardziej boisz się być skrzywdzona, czy kogoś skrzywdzić?

        Polubienie

        1. Nie boje się być skrzywdzona. Zazwyczaj staram się też jak mogę nie krzywdzić z premedytacją, czy bez premedytacji. Tego co w związku mnie przeraża to najprawdopodobniej zależność, czy jak kto woli współzależność, utrata niezależności.

          Polubienie

  4. Boję się tylko jednego. Że swoją niedołężnością, odpukać, oby mnie nigdy nie trafiła. spieprzę życie innym. Nie chcę być rośliną. Nie wiem, co jest TAM, trochę się tego boję, bo mam wrażenie, że parę osób tam czeka, żeby mi po pysku nakłaść tak, że nie wstanę, ale chcę żyć szybko i umrzeć młodo 🙂 Taaaa… Mam już 63 lata, młoda ze mnie dupa 😀

    Polubienie

    1. Też się tego boję, żeby kiedyś nie być ciężarem dla Młodego. W końcu mam tylko jego jednego i to akurat raczej już się nie zmieni. Powtarzam mu że zakłady dla osób chorych są po to aby je tam umieszczać, a nie brać wszystko na swoje barki.

      Marudzisz, moja Mama ma 67. Pracuje zawodowo. Była w Twoim wieku biorąc rozwód. 🙂 Więc wiesz – całe życie jeszcze przed Tobą 🙂

      Polubienie

      1. samotność jest ok i bycie społecznym jest ok…obawy i lęki też są ok
        moim zdaniem najgorsza jest niemożność, niemoc
        tego się boje…i bólu tego fizycznego
        pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s